Przegląd mediów

Borówkowe Eldorado w Lubelskiem

2017-05-19  |  12:30

Wśród pięciu województw określanych niegdyś lekceważąco jako Polska B i objętych obecnie Programem Polska Wschodnia, Lubelszczyzna w największym stopniu wykorzystała szansę, jaką daje wysokodochodowa uprawa borówki amerykańskiej.

Noszące negatywny wydźwięk pojęcia Polska B czy ściana wschodnia po 13 latach przynależności Polski do Unii Europejskiej i zmianach, jakie zaszły w tym czasie w strukturze krajowego rolnictwa, nieuchronnie przechodzą do historii jako synonimy zacofania, ubóstwa i cywilizacyjnej zapaści.

Najłatwiej przekonać się o tym opuszczając Warszawę, by po kilku godzinach jazdy samochodem znaleźć się w interiorze Lubelszczyzny, która jako tradycyjne zagłębie owoców jagodowych optymalnie wykorzystała swe warunki naturalne do intensywnego rozwoju uprawy borówki amerykańskiej. Nowoczesne plantacje, korzystające z ekologicznych metod produkcji, stały się nową wizytówką rolnictwa w województwie kojarzącym się tradycyjnie z uprawą pszenicy, buraka cukrowego, rzepaku, chmielu i tytoniu.

Lubelskie na borówkowym podium

Jak wynika z danych zebranych na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród ok. 400 producentów borówki amerykańskiej z całego kraju i omówionym w specjalistycznym magazynie „Jagodnik” (nr 1/2017) przez dr. Dariusza Paszko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i Mariusza Podymniaka, województwo lubelskie pod względem liczby gospodarstw rolnych z uprawą borówki amerykańskiej znajduje się na trzecim miejscu w kraju (10,6 proc.) ustępując miejsca mazowieckiemu (39,1 proc.) i łódzkiemu (15,3 proc.). Daleko w tyle pozostały natomiast kolejne trzy województwa objęte finansowanym z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Programem Polska Wschodnia, uzyskując odpowiednio 4,4 proc. – świętokrzyskie, 2,9 proc. – podkarpackie i 0,4 proc. – podlaskie. Tak samo jak na Podlasiu sytuacja wygląda w graniczącym z Obwodem Kalinigradzkim województwie warmińsko-mazurskim.

Jeszcze lepiej niż pod względem liczby plantacji Lubelszczyzna prezentuje się, jeśli chodzi o strukturę powierzchni gospodarstw, zajmując drugie miejsce (19,9 proc. w skali kraju) po Mazowieckiem (23,4 proc.). Dla porównania pozostałe województwa korzystające z dobrodziejstw Programu Polska Wschodnia uplasowały się w tej klasyfikacji z wynikiem znacznie poniżej lubelskiego (podlaskie – 6,3 proc., podkarpackie – 3,7 proc. i świętokrzyskie – 3,2 proc.). Lubelszczyzna okazuje się też potentatem pod względem wielkości zbiorów (17,7 proc. w skali kraju) dając się wyprzedzić jedynie Mazowszu (21,0 proc.) i Pomorzu Zachodniemu (18,0 proc.).

Przewaga konkurencyjna

O to, jakie czynniki odegrały decydującą rolę w dynamicznym rozwoju uprawy borówki amerykańskiej w województwie lubelskim, zapytaliśmy Dominikę Kozarzewską, która jako prezes Grupy Producentów Owoców „Polskie Jagody” sp. z o.o. zarządza przedsiębiorstwem będącym niekwestionowanym liderem wśród plantatorów tej rośliny na Lubelszczyźnie (plantacje należące do „Polskich Jagód” zajmują łączną powierzchnię ok. 180 hektarów). Na pytanie, czy o powodzeniu przedsięwzięcia przesądziły klimat, gleby, czynniki ekologiczne czy wreszcie bliskość taniej siły roboczej z Ukrainy, prezes Kozarzewska stwierdziła, że wszystkie te czynniki mają znaczenie. „Roztocze jest regionem Polski o największej liczbie dni słonecznych w roku. Na Lubelszczyźnie występują odpowiednie gleby do uprawy borówki. Środowisko jest czyste, co jest istotne z marketingowego punktu widzenia. Moim zdaniem bliskość Ukrainy ma niewielkie znaczenie – po pierwsze podczas zakładania starszych plantacji nie było jeszcze problemów z siłą roboczą, po drugie obywatele tego kraju pracują na plantacjach zlokalizowanych w całej Polsce” – oświadczyła. Zapytana o źródła przewagi konkurencyjnej plantatorów z województwa lubelskiego nad rolnikami z innych regionów prezes Kozarzewska oceniła, że „województwo lubelskie ma dobry wizerunek jako producent zdrowej, ekologicznie czystej żywności, który mogą wykorzystywać marketingowo również producenci borówki”. Według Dominiki Kozarzewskiej może to być istotna przewaga na rynku polskim, zaś na rynkach zagranicznych – na razie w mniejszym stopniu.

Ukraińcy wizytują plantację w Lubelskiem

Boom na borówkę amerykańską na Lubelszczyźnie nie uszedł uwadze rolników z sąsiedniej Ukrainy, którzy w celu zbadania warunków produkcji cieszących się coraz większym popytem na świecie owoców postanowili wysłać za polską granicę specjalną delegację z misją nawiązania kontaktów z polskimi plantatorami. Wybór nie przypadkiem padł na oddaloną zaledwie paręnaście kilometrów od przejścia granicznego w Zosinie Plantację Matcze nad Bugiem, która ma charakter rodzinny i zajmuje powierzchnię ok. 40 hektarów. Jej właściciel Marian Baraniuk mówi o sobie, że „jest jednym z największych polskich producentów owoców borówki amerykańskiej”. Doprawdy trudno w to uwierzyć patrząc na jego rodzinny dom w położonym kilka kilometrów od plantacji Kopyłowie, raczej skromny jak na potentata rolnego, którego owoce – jak donosił przed trzema laty „Tygodnik Zamojski” – zna cała Europa. Pozory mogą jednak mylić – mimo iż, firma Mariana Baraniuka została zarejestrowana jako jednoosobowa własność prywatna, w 2004 r., kiedy Polska dopiero wstępowała do Unii Europejskiej, jej założyciel był już liczącym się pracodawcą w powiecie hrubieszowskim zatrudniając co roku – jak sam zdradził w rozmowie z jednym z portali – do 100 osób w sezonie zbioru borówek. Od tamtego czasu jego firma, wyposażona w technologie do segregowania i chłodzenia owoców, stała się wizytówką nowoczesności w rolniczym regionie.

Krótkie serie dla miłośników slow food

Borówki amerykańskie z Lubelszczyzny to również takie miejsca jak plantacja Slowberry Witolda i Jolanty Hawajskich, którzy należą do elitarnego grona pionierów uprawy tych owoców w Polsce. Ich zasługą jest też powołanie Stowarzyszenia Plantatorów Borówki Amerykańskiej, które stało się krajowym forum wymiany doświadczeń i wiedzy rolników uprawiających Vaccinium corymbosum – jak nazywa się po łacinie borówka wysoka. Witold Hawajski był zresztą pierwszym prezesem stowarzyszenia.

Plantacja małżeństwa Hawajskich w Palikijach Drugich należy do niedużych, jej powierzchnia to zaledwie 1,5 hektara. W porównaniu z roztoczańską Plantacją nad Tanwią, na której gospodaruje Dominika Kozarzewska, czy nadbużańskim Matczem Mariana Baraniuka to prawdziwy liliput. Jednak Hawajscy reprezentują zgoła inną wizję biznesu niż właściciele wielkopowierzchniowych upraw. W 2011 r. zainteresowali się ideą Slow Food i postanowili skoncentrować się na małym przetwórstwie. Inspiracją była dla nich – jak przyznali w rozmowie z redakcją „Jagodnika” – wizyta na międzynarodowych targach Salone del Gusto w Turynie.

Znaczną część swych zbiorów sprzedają na własnej plantacji. Pytani często przez klientów o możliwości uzyskania z borówki amerykańskiej domowych przetworów, postanowili sami przestawić się na ich produkcję na niedużą, slowfoodową skalę. Ich asortyment obejmuje konfitury, dżemy, nalewki, wina, soki, kosmetyki, farmaceutyki, suplementy diety, herbaty. Spécialité de la maison stanowi Konfitura Hawajska wzbogacona ananasem i kardamonem. Na tegorocznym konkursie Stowarzyszenia Plantatorów Borówki Amerykańskiej pt. „Co można wyczarować z borówki” przetwory Jolanty Hawajskiej zdobyły III miejsce.

Dobry duch „Borówkowego króla”

Plantatorów z Palikijów Drugich, Matcza i znad Tanwi, pomimo różniących ich koncepcji rozwoju uprawy, jego celów i formy prawnej, łączy wpływ, jaki w ich przypadku na wybór borówki amerykańskiej wywarła działalność zmarłego w 2008 r. dr. Kazimierza Pliszki ze Szkoły Głównego Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, , który był nazywany czasem „Borówkowym królem”. Wszyscy plantatorzy (zarówno z Lubelszczyzny, jak i spoza tego regionu), których historię poznaliśmy, byli zgodni co do tego, że trudno wręcz wyobrazić sobie rozpowszechnienie się uprawy borówki amerykańskiej w Polsce bez systematycznych wysiłków na rzecz jej popularyzacji ze strony wykształconego w USA uczonego entuzjasty rozdającego krzewy swym uczniom.

Potrzeba konsolidacji branży i zapewnienia stałej jakości dostaw

Główne wyzwanie, które stoi dzisiaj przed plantatorami, nie tylko największymi, ale też średnimi i małymi, zdefiniowali autorzy cytowanej wyżej publikacji z pierwszego numeru tegorocznego „Jagodnika”. „Na globalnym rynku borówki najważniejszym zadaniem jest zdolność danego producenta do zapewnienia stałych i odpowiednich ilościowo dostaw jednolitych partii towaru. Bez właściwego zaplecza technologicznego i logistycznego nie będzie można sprostać wymaganiom odbiorców, a takie możliwości mają tylko duże gospodarstwa albo grupy producentów” – napisali dr Dariusz Paszko i Mariusz Podymniak. Ich zdaniem większe gospodarstwa mają większe szanse na realizację dużych kontraktów, ale też i więcej problemów o charakterze ekonomicznym, organizacyjnym i logistycznym. Natomiast mali i średni plantatorzy muszą – w opinii przywołanych ekspertów – łączyć się w grupy producenckie, dzięki czemu staną się lepszym partnerem dla coraz bardziej wymagających odbiorców zarówno za granicą, jak i na krajowym rynku, głównie w obrocie sieciowym.

Przykładem takiej grupy jest właśnie wspomniana wcześniej firma „Polskie Jagody” sp. z o.o. z Olchowca na Roztoczu, która zrzesza takich producentów z Lubelszczyzny jak Plantacja nad Tanwią sp. z o.o. (96 proc. dostarczanych owoców), Blue Forest sp. z o.o., Jagodowe Pole sp. z o.o., HJK sp. z o.o., Borówka sp. z o.o.

Znad Bugu via Szczecin w świat daleki

Z kolei właściciel Plantacji Matcze Marian Baraniuk w 2012 r. objął udziały w firmie handlowej Berrypoint sp. z o.o. ze Szczecina, która działa od 9 lat specjalizując się w sprzedaży owoców jagodowych na rynkach europejskich.

Dla plantatora z wysuniętego na wschód polskiego skrawka Wołynia spółka ze Szczecina może stanowić istotne wsparcie zdejmując z niego ciężar profesjonalnej organizacji dostaw owoców do kluczowych odbiorców zagranicznych. Port morski i autostrada do Berlina łączą się z udogodnieniami w transporcie międzynarodowym, co oznaczać musi obniżenie kosztów spedycji i logistyki, a co za tym idzie – przewagę nad konkurencją.

Nowa silna marka

Żeby wyjść obronną ręką z rywalizacji z ekspansywnie rozwijającymi się konkurentami zagranicznymi, przedsiębiorcy polscy nie mogą poprzestać na konsolidacji i inwestycjach w organizację logistyki dostaw. Konieczne jest – jak podkreśla Dominika Kozarzewska – oferowanie owoców na rynkach zagranicznych pod rozpoznawalną, silną marką, jaką staje się Berry Good. Pod tym znakiem już teraz borówka amerykańska z roztoczańskiej Plantacji nad Tanwią jest sprzedawana w Kuala Lumpur w Malezji. Berry Good to obecnie marka wspólna dla owoców pochodzących od producentów zrzeszonych w organizacji Polish Berry Cooperative, która jest aktywna w 20 krajach na 4 kontynentach. Należą do niej wszystkie plantacje z województwa lubelskiego, które współworzą Grupę Producentów Owoców „Polskie Jagody”. Promując od ub.r. wysoką jakość polskiej borówki amerykańskiej Polish Berry Cooperative działa pod hasłem „Tylko najlepsze jest wystarczająco dobre”.

Jarosław Jakimczyk

kompromatrp.pl

Newseria nie ponosi odpowiedzialności za treści oraz inne materiały (np. infografiki, zdjęcia) przekazywane w „Przeglądzie mediów”, których autorami są zarejestrowani użytkownicy (media)

Informacje z dnia: 19 maja

Kalendarium

Patronaty medialne

Obsługa konferencji prasowych i innych wydarzeń

Agencja informacyjna Newseria realizując zleconą obsługę wydarzenia przygotowuje pełny zapis konferencji, a także realizuje wywiady z gośćmi i uczestnikami wydarzenia.

> Zobacz pełne informacje o naszej ofercie.

Dziś w serwisie Innowacje

Wirtualna rzeczywistość pozwala zobaczyć Warszawę w niezwykłej wersji: nietkniętą przez zniszczenia II wojny światowej

Rzeczywistość wirtualna oferuje wiele niezwykłych możliwości, ale jedną z najbardziej pobudzających wyobraźnię jest alternatywna wersja historii świata. „Wykreślona Warszawa” to właśnie projekt z kręgu VR, który pozwala zobaczyć, jak wyglądałaby stolica Polski w latach 40. ubiegłego wieku, jeśli nie dotknęłyby jej zniszczenia związane z II wojną światową. 

Przemysł

Decyzja o zakupie okrętów podwodnych w najbliższych tygodniach. MON wybiera między trzema ofertami

W przetargu na dostawę okrętów podwodnych oferty są trzy: francuska, niemiecko-norweska i szwedzka. Każda z nich ma swoje silne strony – podkreśla Jerzy Polaczek, poseł PiS i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych. Jego zdaniem niemiecka oferta gwarantuje partnerstwo gospodarcze i polityczne, ale pod znakiem zapytania pozostaje kompletność oferty. Okręty mają być bowiem wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne niszczyć cele w odległości kilkuset kilometrów. Na razie gwarantuje to tylko francuska stocznia. Kontrakt z Francuzami mógłby być nowym otwarciem we wzajemnych stosunkach po sprawie z przetargiem na helikoptery.

Regionalne - Wrocław

Polska przyciąga coraz więcej zagranicznych inwestorów. Szacuje się, że w ubiegłym roku napłynęło do kraju 50 mld zł

Inwestycje zagraniczne napędzają wzrost gospodarczy Polski. Szacuje się, że w 2016 roku napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski przekroczył 50 mld zł. Dużym beneficjentem jest m.in. Dolny Śląsk. Nowe inwestycje budują wizerunek Polski jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji, wpływają też na rozwój poszczególnych regionów kraju. Choć dominuje u nas kapitał francuski i niemiecki, jednym z ważniejszych inwestorów stają się także kraje skandynawskie.

Patronat Newserii

Problemy społeczne

U blisko połowy chorych agresywny nowotwór tarczycy jest diagnozowany zbyt późno. Przyczyną jest niska świadomość Polaków

Z roku na rok zwiększa się zachorowalność Polaków na raka rdzeniastego tarczycy, także wśród ludzi młodych. Jest to jeden z bardziej agresywnych nowotworów tego organu. Wcześnie wykryty może być całkowicie uleczalny, jednak blisko połowa pacjentów zgłasza się do lekarza w zaawansowanym stadium choroby. Przyczyną jest niska świadomość na temat nowotworów tarczycy – znaczna część Polaków nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia, nie wie też, jakie badania profilaktyczne należy wykonywać.

Bankowość

Zadłużeni we frankach szwajcarskich mają szansę na chwilę oddechu. Pod koniec roku waluta może kosztować ok. 3,5 zł

W ciągu ostatniego półrocza frank szwajcarski potaniał o ponad 7 proc. Od kilku tygodni balansuje na dolnej granicy przedziału, w którym porusza się od przeszło dwóch lat, czyli ok. 3,80 zł. Zdaniem Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty XTB, w sprzyjających okolicznościach za pół roku może osiągnąć niewidziany od uwolnienia franka poziom 3,5 zł. To dobra wiadomość dla kredytobiorców.

Finanse

Start-upy mogą liczyć na coraz większe wsparcie finansowe. To zwiększy ich szanse na sukces rynkowy

W Polsce działa ok. 2,7 tys. start-upów. Zdecydowana większość z nich, bo aż 73 proc., znajduje się na jednym z dwóch środkowych etapów rozwoju. Tylko 15 proc. jest na etapie ekspansji rynkowej. Liczba firm, które odnoszą rynkowy sukces, może być większa głównie dzięki dynamicznemu rozwojowi instytucji wspierających start-upy i większym możliwościom finansowania innowacyjnych przedsięwzięć.