Przegląd mediów

kwiecień 2017

Obamacare

2017-04-24  |  10:15
Przegląd mediów

Jeszcze nie umilkły echa informacji o niejasnych powiązaniach Donalda Trumpa z Rosją, a na tapecie pojawił się już temat inwigilowania obecnego prezydenta przez byłego prezydenta w czasie, gdy Obama był jeszcze urzędującym, a Trump – elektem. Bardzo to wszystko skomplikowane, a skomplikuje się jeszcze bardziej, gdy tylko spróbujemy wejść w temat nieco głębiej.

Sprawa wypłynęła ostatnio i choć nie ma żadnych oficjalnych dowodów na to, że były prezydent USA zlecił inwigilację Donalda Trumpa, to po dokładniejszym przyjrzeniu się ustawie, która miała być w tym celu wykorzystana, będziemy mieli też odpowiedź na pytanie, dlaczego takich dowodów nigdy nie będzie. FISA, czyli Foreign Intelligence Survaillance Act sięga swymi korzeniami końca lat siedemdziesiątych. Ustawa miała ułatwić głęboko utajnioną inwigilację osób i instytucji zagranicznych działających na terenie USA, a stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Kolokwialnie rzecz ujmując, władze federalne chciały mieć narzędzie, dzięki któremu będą mogły prowadzić działania operacyjne wobec obcej agentury na terenie Stanów Zjednoczonych w sposób tajny i nie będą musiały występować o zgodę na zastosowanie podsłuchów i przeszukań w sądach powszechnych. W tym celu powołano specjalny sąd federalny, który na utajnionych rozprawach wydawał zgody na zastosowanie wnioskowanych metod inwigilacji. Tyle historii, natomiast prawdziwy użytek z FISA i podlegającego jej sądu zrobiła dopiero administracja prezydenta Busha po atakach z 11 września 2001 roku. Od tego czasu ilość wniosków o objęcie kontrolą operacyjną systematycznie rośnie i w chwili obecnej osiągnęła ogólną liczbę 22 990, z czego w ciągu ponad 40 lat funkcjonowania aktu odrzucono 5.

Za zamkniętymi drzwiami

Jak to działa? Mechanizm jest bardzo prosty i bardzo skuteczny. Dysponująca odpowiednimi materiałami służba federalna na posiedzeniu niejawnym przedstawia sędziom wniosek wraz z uzasadnieniem. Nie sporządza się protokołów, nie przesłuchuje świadków i nie przeprowadza dowodów. Sędziowie poza rozprawą nie mają wglądu w załączone materiały, a decyzje zapadają niemal natychmiast.

Po otrzymaniu zgody służby przystępują do działań, i mogą to zrobić na dwa sposoby. Pierwsza możliwość jest taka, że przeprowadza się tzw. tajne przeszukanie, podczas którego agenci federalni pod nieobecność osób objętych nakazem dokonują przeszukania miejsca pracy, samochodu, rzeczy osobistych. Druga – że wniosek trafia wraz z przydzielonym numerem do NSA, która uruchamia elektroniczny nadzór nad wskazanymi osobami i instytucjami. I to właśnie ta ostatnia opcja jest z punktu widzenia oskarżeń pod adresem Obamy najbardziej interesująca.

Kto z kim i dlaczego?

Demokratów nigdy raczej nie obchodziło, co miliarder ma pod łóżkiem lub w szafie, interesowało ich natomiast to, z kim i w jakich sprawach się kontaktuje. Ciekawostką jest również fakt, że na mocy FISA, prezydent USA może, w pewnych przypadkach, bez sięgania po opinię sądu, a jedynie za aprobatą Prokuratora Generalnego, objąć nadzorem odpowiednich instytucji każdą osobę, której działania mogą pośrednio lub bezpośrednio stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Taki nadzór, sprawowany w przeważającej większości przypadków przez NSA, jest ograniczony do jednego roku i ukierunkowany na pozyskanie zagranicznych informacji wywiadowczych. Oczywiście zlecenie inwigilacji własnych obywateli bez nakazu sądowego to zawsze kontrowersyjny krok, zwłaszcza jeśli okazuje się, że jej celem jest polityczny oponent. Trudno wyobrazić sobie, że Obama mógłby być kontrowersyjności tego tematu nieświadomy lub po prostu przeszedł nad nią do porządku dziennego, opierając się jedynie na tym, że FISA daje mu taką możliwość.

Outsourcing inwigilacji

W oczach wyborców prawnie dopuszczalny wcale nie znaczy moralnie nienaganny. Pozostaje pytanie, czy sprawujący urząd prezydenta USA ma, poza wspomnianymi wyżej, jakiekolwiek inne możliwości zlecenia inwigilacji w sposób, który nie pozostawi zbyt wielu śladów?

Oczywiście, że ma. Aby uniknąć oskarżeń o nadużywanie uprawnień nadanych przez FISA, wystarczy zlecić inwigilację wskazanej osoby służbom zaprzyjaźnionych krajów np. Wielkiej Brytanii. W ten sposób spełniony zostaje (w teorii) wymóg nieinwigilowania własnych obywateli przez służby wywiadowcze USA na terenie kraju. Zlecenie, choć za pośrednictwem wspólnych mechanizmów, realizuje przecież obca służba, działając w zgodzie z własnym prawem i w ramach współpracy przekazując uzyskane informacje sojusznikowi, bo dotyczą jego obywateli. Mechanizm wykorzystywany jest od wielu lat przez współpracujące ze sobą bliżej państwa NATO oraz SEATO.

 

Ręka rękę myje

Czy po takiej operacji pozostanie jakikolwiek ślad? Jeśli przyjmiemy, że chodzi o świadczone sobie nawzajem usługi, których celem jest uniknięcie zbędnego formalizmu i wtajemniczania rzeszy współpracowników, odpowiedź nasunie się sama. Jak to działa w praktyce?

Wyobraźmy sobie roboczy lunch, jaki zapewne codziennie jadają z przedstawicielami służb amerykańskich ich brytyjscy koledzy na stanowiskach łącznikowych w Waszyngtonie. W trakcie rozmowy pada kilka nazwisk. Nazwiska te są następnie przekazane, wraz z odpowiednią adnotacją do NSA lub GCHQ (brytyjski odpowiednik NSA) zależnie od tego, kto komu akurat w danym momencie wyświadcza przysługę. Adresat tej nieformalnej prośby wszczyna działania i dopiero w tym momencie pojawia się faktyczny ślad zlecenia. Tyle że na tym etapie z powodów, których nikt nikomu nie musi tłumaczyć, brytyjska służba, samodzielnie wszczyna działania wobec obywateli obcego kraju i poza terenem Wielkiej Brytanii. W końcu przecież właśnie do tego została powołana, więc w jej działaniach nie ma niczego podejrzanego ani nagannego.

Czy Obama zlecił inwigilację Trumpa?

Teoretycznie miał takie możliwości, a i o uzasadnienie też nie było trudno, bo Trump miał niejasne kontakty z Rosjanami i kwestia ta wciąż odbija mu się czkawką. I choć zlecenie inwigilacji własnych obywateli nie przysparza sympatii, z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby nie było kuszące w sytuacji walki o fotel prezydenta supermocarstwa. Jedno jest wszakże pewne. Władza prezydenta USA sięga bardzo daleko, a kolejne osoby piastujące ten urząd na pewno wyciągnęły wnioski z wpadki Nixona, więc jeśli przeciw Obamie nie zwrócą się jego byli współpracownicy, żadne dowody na taką działalność nie ujrzą światła dziennego.

Morał z tej historii taki…

Jaki morał płynie z tej historii dla przeciętnego Smitha, a pośrednio – Kowalskiego? Ano mało optymistyczny, niestety. Nakazy nakazami, prawo prawem, równość równością, a jak przyjdzie co do czego, to sprawdza się stare porzekadło o tym, co wolno wojewodzie.

Oczywiście żeby materiał z podsłuchu wykorzystać w sądzie, jego pozyskanie musi zostać zatwierdzone nakazem. Jako zwykli ludzie powinniśmy jednak pamiętać, że władza nie zawsze potrzebuje dowodów. Bardzo często chce po prostu wiedzieć. Tak długo, jak wystarczy jej wiedza operacyjna, żaden niezależny organ nie będzie miał udziału w procesie jej pozyskiwania. Obywatelom pozostanie natomiast liczyć na to, że skoro nie robią nic nielegalnego, państwo nie powinno się nimi zanadto interesować. Zawsze mogą też zacząć korzystać z metod, które w znacznym stopniu utrudnią ich inwigilację. Mogą to być bezpieczne komunikatory, szyfrowanie korespondencji, kodowane połączenia telefoniczne i profesjonalne doradztwo w zakresie przeciwdziałania podsłuchom oraz inwigilacji zarówno elektronicznej, jak i tradycyjnej.

 

Autor:

Tomasz Broniś, Mec. Robert Nogacki

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Newseria nie ponosi odpowiedzialności za treści oraz inne materiały (np. infografiki, zdjęcia) przekazywane w „Przeglądzie mediów”, których autorami są zarejestrowani użytkownicy (media)

Informacje z dnia: 24 kwietnia

Medium

Patronaty medialne

Obsługa konferencji prasowych i innych wydarzeń

Agencja informacyjna Newseria realizując zleconą obsługę wydarzenia przygotowuje pełny zapis konferencji, a także realizuje wywiady z gośćmi i uczestnikami wydarzenia.

> Zobacz pełne informacje o naszej ofercie.

Dziś w serwisie Innowacje

UKE: sprzedawane w Polsce smartfony nie zagrażają zdrowiu człowieka. Kontrole wykazały jednak braki w dokumentacjach niektórych urządzeń

Dostępne na naszym rynku smartfony są bezpieczne pod względem ilości emitowanego promieniowania i zgodne z normami zawartymi w obowiązujących dyrektywach – wynika z kontroli przeprowadzonej przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Nie wszyscy producenci zadbali jednak o skompletowanie odpowiedniej dokumentacji. Konsumenci mogą samodzielnie sprawdzić, czy używane przez nich produkty są zgodne z obowiązującymi przepisami.

Gospodarka

Coraz więcej firm i instytucji zbywa zobowiązania swoich dłużników. Polski rynek wierzytelności w 2017 r. był wart 32 mld zł

W 2018 roku rynek wierzytelności może być wart 40 mld zł, podczas gdy w ubiegłym roku było to o 8 mld zł mniej – wynika z szacunków Konrada Kąkolewskiego, prezesa GetBack SA. Zarząd spółki spodziewa się dużej liczby transakcji. Na większą aktywność po stronie zbywających mogą wpłynąć nowe standardy rachunkowości, które zaczęły obowiązywać na początku tego roku. Przed firmami z branży otwiera się też nowy segment, tzw. kredytów pracujących, czyli nieprzeterminowanych.

Patronat Newserii

Konsument

Wzrost cen energii spowoduje rozwój przydomowych instalacji. Największe szanse na szybki rozwój ma fotowoltaika

Polityka energetyczna oparta na węglu spowoduje nieuchronny wzrost kosztów dla konsumentów, prognozowany na poziomie 4 proc. rocznie – szacują eksperci. To z kolei skłoni gospodarstwa domowe do inwestycji we własne źródła energii. Koszt energii wyprodukowanej przez własną instalację fotowoltaiczną nie przekracza dzisiaj 0,30 zł/kWh. Dane Instytutu Energii Odnawialnej pokazują, że na zamontowanie takich instalacji z roku na rok decyduje się coraz więcej osób.

Konsument

W tym roku spore rewolucje prawne w branży turystycznej. Nowe przepisy zmienią m.in. zasady reklamacji wakacyjnych wyjazdów

Nowe, restrykcyjne prawo o ochronie danych osobowych i ustawa o imprezach turystycznych, która zacznie obowiązywać z początkiem lipca to dwie najważniejsze zmiany legislacyjne, które odczuje w tym roku branża turystyczna. Obawy organizatorów i biur podróży budzi szczególnie nowy termin przysługujący na zareklamowanie wycieczki czy imprezy turystycznej. Dotychczasowy 30-dniowy termin składania reklamacji przez klientów znika. Pojawia się natomiast trzyletni termin przedawnienia roszczeń.

 

Problemy społeczne

Niemal wszystkie osoby po 40 roku życia mają problem ze wzrokiem. Najczęściej niewyraźnie widzą z bliska, szczególnie w słabym oświetleniu

Niemal każda osoba zbliżająca się do 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. Większość narzeka na rozmazujący się tekst i źle widzi z bliskiej odległości. Odpowiada za to prezbiopia, czyli naturalne zmiany w układzie wzrokowym, które zachodzą wraz z wiekiem. Na tę przypadłość cierpi ok. 10 mln Polaków, przeważnie jednak nie wiedzą, w jaki sposób można ją korygować. Okulary progresywne, które pozwalają widzieć wyraźnie na każdą odległość, nosi zaledwie 13 proc. Polaków. Dlatego ruszyła kampania „Czas na wzrok 40+”, która ma propagować wiedzę o prezbiopii i metodach jej korekcji oraz zachęcić do częstszego badania wzroku.