Newsy

Branża farmaceutyczna obawia się nowelizacji ustawy refundacyjnej. Resort zdrowia chce przerzucić odpowiedzialność za refundację leków na rynek

2017-06-29  |  06:55
Mówi:Magdalena Władysiuk, wiceprezes firmy doradczej HTA Consulting

Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalna Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA

  • MP4
  • W projekcie nowej ustawy refundacyjnej, nad którą pracuje Ministerstwo Zdrowia, pojawiła się nowa propozycja paybacku, czyli mechanizmu zwrotu kosztów w systemie refundacyjnym. Do tej pory zakładał on, że jeżeli NFZ wyda na refundację leków aptecznych więcej, niż zakładał w planie finansowym, to nadwyżkę pokryją na równi producenci leków i resort zdrowia. Nowa regulacja ma przerzucić całą odpowiedzialność na branże farmaceutyczną, która wytyka błędy w propozycjach resortu. 

    – Payback jest formą mechanizmu finansowania leków. Jeżeli dojdzie do przekroczenia planu wydatków refundacyjnych NFZ, to ten naddatek powinien być na określonych zasadach zwrócony do Funduszu albo do budżetu państwa. Payback istnieje też w innych krajach, to forma umowy pomiędzy stroną publiczną a prywatną, która mówi, że dzielimy się odpowiedzialnością za to, co dzieje się na rynku leków na receptę, szczególnie refundowanych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Władysiuk, wiceprezes firmy doradczej HTA Consulting.

    Propozycję nowego paybacku, czyli mechanizmu zwrotu kosztów w systemie refundacyjnym, zawiera projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej, nad którą pracuje Ministerstwo Zdrowia.

    Rozwiązanie, które proponuje resort, wzbudziło duże wątpliwości i obawy przemysłu farmaceutycznego. Zakłada ono, że jeżeli NFZ wyda na refundację leków aptecznych więcej, niż zakładał w planie finansowym, to różnice pokryją producenci leków sprzedawanych w aptekach.

    Do tej pory odpowiedzialność finansowa za przekroczenie budżetu refundacyjnego NFZ rozkładała się na równi pomiędzy producentów leków a resort zdrowia i Fundusz. Dyrektor generalna Infarmy Bogna Cichowska-Duma zauważa, że to motywowało NFZ do ścisłego przestrzegania swojego budżetu.

    – Ministerstwo proponuje, żeby teraz koszty ryzyka były w 100 proc. ponoszone przez firmy farmaceutyczne. Do tej pory były one pokrywane w połowie przez NFZ, a w połowie przez firmy farmaceutyczne. Być może dlatego ustawowy payback nigdy dotąd nie był płacony, bo NFZ był zmotywowany do pilnowania swojego budżetu. Ta zmiana jest dla nas nieracjonalna, bo przerzuca całą odpowiedzialność za budżet płatnika na firmy farmaceutyczne i zupełnie nie motywuje NFZ do pilnowania swojego budżetu, wręcz przeciwnie – podkreśla Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalna Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

    Payback nie powinien promować ani leków oryginalnych, ani generycznych, ani też określonych grup pacjentów. Jego głównym celem jest utrzymanie dyscypliny budżetowej Narodowego Funduszu Zdrowia.

    – Jeżeli payback z założenia ma służyć utrzymaniu dyscypliny budżetowej, powinien obejmować wszystkich graczy na rynku na określonych i takich samych zasadach. Wtedy nikt nie będzie dyskryminowany. Jeśli natomiast zostaną wprowadzone różne zasady dla rożnych podmiotów, na przykład dla leków nowych, starych, dla leków o określonych wskazaniach albo skierowanych do określonych grup, to wtedy pojawia się ryzyko, że państwo może w pewien sposób promować albo dyskryminować określone leki lub producentów. Obecna propozycja dyskryminuje wszystkie leki na receptę, ponieważ obejmuje tylko tą grupę – ocenia Magdalena Władysiuk.

    Mechanizm paybacku, który obowiązywał do tej pory, został sprecyzowany w ustawie z 2011 roku. Zakładał, że koszty przekroczenia budżetu refundacyjnego NFZ na leki apteczne ponoszą na równi firmy farmaceutyczne i płatnik publiczny. W tym roku, przy okazji nowelizacji ustawy refundacyjnej, Ministerstwo Zdrowia planuje zmienić te zapisy, przenosząc całą odpowiedzialność finansową na rynek.  

    – Nowe zapisy budzą obawy. Pierwsza z nich dotyczy całego rynku leków na receptę, ponieważ obecne zapisy powodują, że cała odpowiedzialność za zbyt duże wydatki spadnie tylko na firmy farmaceutyczne. Druga obawa jest związana z tym, że dotychczas mechanizm uruchamiania paybacku był zależny od wielkości tzw. rezerwy, czyli dodatkowych środków, które Ministerstwo Zdrowia przeznacza na zwiększoną refundację. Teraz leki na receptę będą pozbawione tej rezerwy, co będzie powodowało wysoką presję na ceny – ocenia Magdalena Władysiuk.

    Nowy mechanizm paybacku, który proponuje Ministerstwo Zdrowia, może zmusić firmy farmaceutyczne do nieprzewidzianych wydatków, co osłabi ich kondycję finansową.

    Cały rynek będzie dostosowywał się do nowego paybacku. Jeżeli proponowane zapisy zostaną utrzymane, spowoduje to ograniczenie wchodzenia na rynek nowych leków. Obawiamy się, że nie poszerzą się możliwości wprowadzania nowych substancji, nieważne czy generycznych, czy oryginalnych. Spowoduje to też rosnącą presję cenową dla rynku generycznego, co będzie niekorzystnym mechanizmem – przestrzega Magdalena Władysiuk.

    Dyrektor generalna Infarmy Bogna Cichowska-Duma zauważa, że do tej pory z paybacku były zwolnione firmy farmaceutyczne, które zawarły z ministerstwem tzw. umowy dzielenia ryzyka. W takim porozumieniu firma, wprowadzając na rynek innowacyjny lek, przejmuje część odpowiedzialności za duży wzrost kosztów tego leku (większy niż cena ustalona w negocjacjach z MZ). Jeżeli koszty refundacyjne takiego leku zostały przekroczone, to jego producent pokrywał nadwyżkę ze środków własnych.  

    – Te umowy to często takie „indywidualne paybacki”. Są poufne, żeby nie wprowadzać zamieszania na rynkach międzynarodowych. Są ceny oficjalne, które zapobiegają wywozowi leków innowacyjnych za granicę, a mechanizm poufności gwarantuje, że koszty leków są dla ministerstwa dużo niższe. Do tej pory z ustawowego paybacku były wyłączone firmy i leki, które miały zawarte takie indywidualne umowy z ministerstwem. Wydaje się to racjonalne, ponieważ te firmy już i tak biorą na siebie ryzyko przekroczenia budżetu. Wciągniecie ich pod ustawowy payback wydaje się nieuzasadnionym, podwójnym obciążeniem – przestrzega Bogna Cichowska-Duma. 

    Czytaj także

    Więcej ważnych informacji

    Infrastruktura

    Projektowane przepisy o cyberbezpieczeństwie mogą naruszać szereg unijnych przepisów. Polska naraża się na kolejne procesy przed TSUE [DEPESZA]

    Wykluczanie z rynku dostawców technologii, których nowo powołane kolegium ds. cyberbezpieczeństwa określi jako dostawców wysokiego ryzyka, może naruszać szereg różnych przepisów międzynarodowych. Takie propozycje przepisów znajdują się w procedowanej ustawie o cyberbezpieczeństwie. Wątpliwości prawników budzą m.in. kryteria narodowościowe, czyli analiza pozostawania pod kontrolą państwa spoza UE i NATO, natychmiastowa wykonalność decyzji kolegium i brak możliwości odwołania się od niej. Procedowane przepisy mogą przede wszystkim uderzyć w koncerny z Chin, m.in. Huaweia, choć nie jest to wprost określone w ustawie. Istnieje ryzyko, że w przypadku wykluczenia z rynku koncern będzie dochodzić swoich praw przed unijnym trybunałem.

    Motoryzacja

    Nowe samochody w przyszłym roku będą droższe o 15–25 proc. Podwyżki mogą zachęcić kierowców do zakupu elektryków

    Obecny kryzys z dostawami komponentów do produkcji aut mocno przyspieszył wzrost cen nowych samochodów. Na to nakładają się również duże podwyżki cen energii, paliw i kosztów pracy. Analitycy firmy Exact Systems prognozują, że w przyszłym roku nowe auto – w zależności od segmentu – może być droższe od 15 do 25 proc. niż w tym roku. – Zawirowania na rynku motoryzacyjnym, które wywołał COVID-19, jak i stale rosnące ceny samochodów spalinowych przyczynią się w niedługim czasie do wyrównania cen takich aut z samochodami elektrycznymi – uważa Karol Obiegły, prezes Grupy Cichy-Zasada.

    Infrastruktura

    4,5 mln Polaków nigdy nie korzystało z internetu. Pandemia uwydatniła problemy z wykluczeniem cyfrowym

    Narodowy Plan Szerokopasmowy zakłada, że do 2025 roku w całej Polsce będzie już powszechny dostęp do internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Stopniowo likwidowane są białe plamy na mapie Polski. Mimo to – jak pokazuje raport Federacji Konsumentów – 4,5 mln Polaków nigdy nie korzystało z internetu. Eksperci wskazują, że pandemia COVID-19 uwydatniła problem niedostatecznych kompetencji i wykluczenia cyfrowego w Polsce. Ma ono jednak nie tylko wymiar techniczny – związany z brakiem dostępu do urządzeń, oprogramowania czy sieci – ale i społeczny, związany z brakiem motywacji do korzystania z nowych technologii.

    Nieruchomości

    Ryzyko zakażenia COVID-19 rośnie w źle wentylowanych pomieszczeniach. Wtedy wskazane jest nie tylko zachowanie dystansu, ale i noszenie maseczek

    W pewnych okolicznościach zasłanianie ust i nosa jest wskazane i może ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa odpowiedzialnego za COVID-19, a w innych nie ma uzasadnienia. – Jeżeli w pomieszczeniu jest chłodno i sucho, to ten wirus jest aktywny znacznie dłużej. Jeżeli jest bardzo wilgotno i ciepło lub gorąco, to aktywność wirusa trwa krócej – wyjaśnia prof. Lidia Morawska, doradczyni Światowej Organizacji Zdrowia ds. jakości powietrza. Podkreśla też, że pandemia powinna skłonić ludzi do przemyśleń na temat obecności wirusów w powietrzu i przygotować na podobne sytuacje w przyszłości.