Newsy

Eksperci krytykują plan zakupu 30-letnich fregat od Australijczyków. Nie mogą one zastąpić nowych okrętów

2018-08-06  |  06:30

Zakup używanych, 30-letnich fregat Adelaide od Australii jest błędem – ocenia kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl. Jak podkreśla, te jednostki nie odpowiadają potrzebom nowoczesnych sił morskich i będą nieskuteczne w przypadku ewentualnych zagrożeń na Bałtyku. Drogie w pozyskaniu i kosztowne w eksploatacji całkowicie uzależnią też Marynarkę od zagranicznej pomocy technologicznej, bo do ich serwisowania i napraw trzeba będzie ściągać specjalistów z USA i Australii.

 Zakup fregat Adelaide od Australijczyków jest błędem. Przede wszystkim dlatego, że wypompuje z budżetu MON pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe jednostki pływające. My tak naprawdę nie uzyskamy praktycznie nic: ani zdolności bojowych, ani nowych okrętów. Zyskamy tylko substytut, który pozwoli nam przeżyć następnych kilkanaście lat, a potem i tak będziemy musieli wydać pieniądze na nowe okręty podwodne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl. 

Modernizacja i zakup nowych okrętów dla Marynarki Wojennej to jedna z najbardziej palących potrzeb polskiej armii. Będące na jej wyposażeniu stare jednostki mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Dlatego w ramach programu Orka MON zamierzał kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej począwszy od 2024 roku. Jednostki miały być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów i zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. W programie modernizacyjnym był również zakup nowych okrętów obrony wybrzeża Miecznik, ale wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie uruchomiony. 

Tymczasem w czerwcu ze służby został wycofany kolejny okręt podwodny typu Kobben, a na wyposażeniu Marynarki zostały dwa stare okręty liczące 50 lat i ORP Orzeł, wprowadzony do służby w połowie lat 80. Zarówno ORP Kaszub, jak i dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry to okręty stare, które także powinny już zostać wymienione na nowsze. 

W tej chwili mamy dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry i prawdą jest, że fregaty Adelaide są od nich lepsze. Ale prawdą jest także, że te fregaty są gorsze od okrętów Miecznik, które mieliśmy budować. W związku z powyższym Marynarka Wojenna traci zdolności bojowe, a po drugie, straci pieniądze, które miały być przekazane na nowe okręty, bo fregaty Adelaide też będą nas kosztowały – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Według aktualnych doniesień MON rozważa zakup używanych, 30-letnich fregat rakietowych Adelaide, które zostały zbudowanie dla Australii w Stanach Zjednoczonych. Miałoby to być rozwiązanie tymczasowe, które umożliwi Marynarce zachowanie zdolności bojowych do czasu, aż w budżecie znajdą się pieniądze na zakupy nowego sprzętu. 

Celem modernizacji technicznej MW miało być zyskanie nowych zdolności w warunkach współczesnego pola walki, czyli tego, co rzeczywiście okręty mogą napotkać, kiedy wybuchnie konflikt zbrojny. Te okręty tego nie zapewniają, one nadal cofają nas do lat 90., kiedy nie było takiego zagrożenia z powietrza jak w tej chwili – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Ekspert Defence24.pl wskazuje, że fregaty Adelaide są wielozadaniowe – mogą zwalczać okręty podwodne i nawodne oraz pełnić funkcje patrolowe, natomiast na Bałtyku ich najważniejszym zadaniem jest zdolność obrony przeciwlotniczej, przede wszystkim przed rakietami przeciwokrętowymi. 

– Rosjanie mają dwa typy takich rakiet – rakiety, które latają z prędkością ponaddźwiękową i poddźwiękową. Jeżeli wyślą te rakiety na nas, te okręty nie mają szans  i trzeba o tym pamiętać. Te fregaty mają ograniczoną zdolność, mają bowiem dwa kanały ogniowe, które pozwalają jednocześnie zwalczać tylko dwa cele powietrzne. Dlatego jeżeli nadlecą trzy lub cztery takie cele, wtedy czas reakcji będzie o wiele dłuższy. Okrętowy system obrony przeciwlotniczej może tego nie wytrzymać. Te okręty w momencie zagrożenia będą narażone na uderzenie i straty – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Jak ocenia, sam pomysł kupienia fregat Adelaide nie jest zły, ponieważ mogłyby one wzmocnić Marynarkę Wojenną. Nie może się to jednak odbyć kosztem programów modernizacyjnych, czyli  kosztem budowy nowych okrętów. 

 Nie będziemy mieli nowych okrętów przez kilkanaście lat ani nie zyskamy możliwości obrony przed najnowszymi środkami rażenia na Bałtyku. Jeżeli wybuchnie jakiś konflikt zbrojny, tutaj najważniejszym zagrożeniem jest Rosja, te fregaty znajdą się w ogniu rakiet przeciwokrętowych, które są na terenie obwodu kaliningradzkiego i w ciągu kilkudziesięciu minut zostaną zniszczone. Tak więc wartość tych okrętów jest tylko chwilowa, do momentu, gdy Rosjanie nie wystrzelą rakiet, potem nie będą one w stanie samodzielnie się obronić – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Ekspert Defence24.pl podkreśla również, że zakup fregat Adelaide od Australijczyków to wydatek, który pociągnie za sobą dalsze znaczące koszty związane m.in. z serwisowaniem i naprawianiem jednostek, do czego trzeba będzie ściągać specjalistów z zagranicy. Takie rozwiązanie całkowicie uzależni marynarkę od zagranicznej pomocy technicznej. Straci też polski przemysł stoczniowy, który nie otrzyma zapowiadanego transferu technologii. 

– Rozwalamy przemysł stoczniowy, który miał zyskać technologie, zdolności budowy nowych jednostek pływających dla Marynarki Wojennej i ich późniejszego utrzymania. My takich zdolności razem z tymi fregatami nie otrzymamy. Fregaty Adelaide mają systemy zagraniczne, przede wszystkim australijskie i amerykańskie. Jeżeli będziemy chcieli je naprawiać, będziemy musieli ściągać specjalistów z USA i z Australii, co kosztuje kilkadziesiąt razy drożej. Tak naprawdę polskie stocznie będą miały możliwość tylko malowania kadłubów. Do tego dochodzą koszty obsługi, wyszkolenia załogi i serwisu – wylicza kmdr por. rez. Maksymilian Dura. 

Co istotne, zakup fregat od Australijczyków będzie się wiązał z koniecznością szkolenia załóg na antypodach, co pociągnie za sobą kolejne wydatki. 

– Te systemy bojowe pozwalają zwalczać cele powietrzne w odległości nawet do 120 km. Nikt nie zgodzi się, żeby załoga bez odpowiednich certyfikatów wydanych przed dopuszczone do tego osoby, dotknęła się do czegokolwiek na takim okręcie. Załogi będą musiały jechać na przeszkolenie do Australii za pieniądze, które miały być przeznaczone na nowe okręty, a nie na remontowanie, modernizowanie tego, co i tak za kilkanaście lat trzeba będzie wycofać – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Forum Sektora Kosmicznego 4 czerwca 2024

European Financial Congress 2024

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Handel

Poprawia się jakość obsługi klientów. Konsumenci najlepiej oceniają branżę turystyczną

Po trzech latach spadków, spowodowanych m.in. pandemią i zaburzeniami w łańcuchach dostaw, poziom satysfakcji polskich konsumentów z jakości obsługi odnotował w końcu nagły wzrost, osiągając rekordowy wynik 79,1 proc. – wynika z cyklicznego badania realizowanego przez Polski Program Jakości Obsługi. Poprawę zanotowało aż 14 z 18 badanych branż, ale najlepsze oceny zebrała turystyka, czyli biura podróży, hotele, pensjonaty i linie lotnicze. Z drugiej strony niespodzianką okazał się mocny spadek dotychczasowego lidera rankingów jakości obsługi, czyli branży finansowej  banków, doradców i ubezpieczycieli.

Ochrona środowiska

Ograniczenie importu surowców z Rosji przyspiesza transformację energetyczną Europy. Dekarbonizacja może się jednak wiązać z protestami części grup społecznych

Wojna w Ukrainie i sankcje nałożone na import surowców z Rosji przyspieszają transformację energetyczną. Jak podkreśla Polska Akademia Nauk, droga energia wymusza radykalną poprawę efektywności energetycznej i przyspiesza rozwój OZE we wszystkich sektorach gospodarki. Odnawialne źródła nie są bowiem obarczone kosztami paliw i CO2. Z drugiej jednak strony dekarbonizacja i Zielony Ład mogą prowadzić do protestów kolejnych, obok rolników, grup społecznych.

Konsument

ZPAV: nowelizacja ustawy o prawach autorskich niewiele zmieni na rynku muzycznym. Artyści nadal będą dostawać tantiemy od serwisów streamingowych

Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych uregulowana zostanie kwestia tantiemizacji oraz wynagrodzeń należnych twórcom, wykonawcom i wydawcom prasy ze strony platform internetowych i serwisów streamingowych. – W zakresie praw twórców muzycznych czy firm muzycznych ta nowelizacja co do zasady niewiele zmieni. W wersji, jaka została zatwierdzona przez Radę Ministrów, te przepisy na szczęście niczego nie psują i pozostawiają rynek w takim stanie, w którym wszyscy posiadacze praw otrzymują swoje wynagrodzenia i mogą je dostawać bezpośrednio od serwisów – ocenia Bogusław Pluta, dyrektor zarządzający Związku Producentów Audio Video.

Partner serwisu

Instytut Monitorowania Mediów

Szkolenia

Akademia Newserii

Akademia Newserii to projekt, w ramach którego najlepsi polscy dziennikarze biznesowi, giełdowi oraz lifestylowi, a  także szkoleniowcy z wieloletnim doświadczeniem dzielą się swoją wiedzą nt. pracy z mediami.