Newsy

Latem osoby uczulone na jad pszczół, os i szerszeni boją się wyjść z domu. Przez brak dostępu do odczulania i pandemię wiele z nich pozbawionych jest możliwości leczenia

2021-07-07  |  06:15
Mówi:Grzegorz Baczewski, wiceprezes Fundacji Centrum Walki z Alergią
Katarzyna Korpolewska, psycholog
prof. dr hab. n. med. Krzysztof Kowal, przewodniczący Sekcji Immunoterapii Polskiego Towarzystwa Alergologicznego

Szacuje się, że ok. 1–2 proc. populacji dzieci w Polsce może doświadczać alergii na jad owadów błonkoskrzydłych i być narażonych na ciężką ogólnoustrojową reakcję alergiczną po użądleniu osy, pszczoły albo szerszenia. – Rodzice boją się wysyłać dzieci na dwór. One chciałyby się bawić z rówieśnikami, ale siedzą w domu – mówi psycholog Katarzyna Korpolewska. W czasie pandemii COVID-19 ok. 30–40 proc. pacjentów straciło na dodatek możliwość odczulania, czyli dostęp do ratującej życie immunoterapii alergenowej, w naszym kraju podawanej wyłącznie w szpitalach. Dlatego lekarze i środowiska pacjenckie od ponad roku prowadzą starania o to, żeby umożliwić pacjentom odczulanie w warunkach ambulatoryjnych, bez potrzeby hospitalizacji.

– W okresie letnio-jesiennym w zasadzie wszyscy jesteśmy narażeni na użądlenia owadów błonkoskrzydłych, natomiast najszerszą grupą ryzyka są osoby spędzające dużo czasu na świeżym powietrzu, m.in. rolnicy, sadownicy, pszczelarze, ogrodnicy czy leśnicy. Ryzyko dotyczy jednak każdego, kto spędza na łonie natury dużo czasu – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Baczewski, wiceprezes Fundacji Centrum Walki z Alergią.

Użądlenie osy, szerszenia czy pszczoły zwykle oznacza ból, świąd albo niewielki miejscowy obrzęk. Jednak dla osób, które są uczulone na ich jad, taki incydent może się skończyć ciężką reakcją alergiczną zagrażającą życiu. Szacuje się, że ryzyko dotyczy kilku procent populacji. Częstość występowania alergii na jad owadów błonkoskrzydłych zależy też od stopnia ekspozycji na użądlenie i w takich grupach jak np. leśnicy, rolnicy czy działkowicze sięga ona już nawet kilkunastu procent.

 Problem, choć w mniejszym stopniu, dotyczy też dzieci. Szacuje się, że między 1 a 2 proc. dzieci jest narażonych na silną reakcję ogólnoustrojową – mówi Grzegorz Baczewski.

– Jeżeli ktoś raz w życiu został użądlony przez owada błonkoskrzydłego i okazało się, że ma alergię, czyli reaguje bardziej intensywnie niż przeciętna osoba, to potem obawia się, że może go to spotkać po raz kolejny. Trzeba pamiętać, że wstrząs anafilaktyczny to poważna reakcja organizmu, doświadczenie budzące lęk, bo ono pokazuje, że z błahego powodu czyjeś życie może być zagrożone – mówi psycholog Katarzyna Korpolewska. – Powoduje to też niechęć przed wychodzeniem z domu i widać to szczególnie wśród dzieci i ich rodziców, którzy boją się puszczać swoje pociechy na dwór.

Jedyną metodą przyczynowego leczenia alergii na jad osy, pszczoły czy szerszenia jest tzw. immunoterapia alergenowa, popularnie nazywana odczulaniem, która buduje tolerancję organizmu na dany alergen. Jest ona traktowana jako terapia ratująca życie.

– Podajemy pacjentowi alergen stopniowo, zwiększając dawkę, żeby organizm się przyzwyczaił, a układ odpornościowy zaczął tolerować białka zawarte w jadzie osy czy pszczoły i uznał je za nieistotne z punktu widzenia alergologicznego – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Kowal, przewodniczący Sekcji Immunoterapii Polskiego Towarzystwa Alergologicznego. – Immunoterapia alergenowa na jad owadów błonkoskrzydłych cieszy się dużym powodzeniem i ma bardzo wysoką skuteczność. Wynika to m.in. z faktu, że posiadamy obecnie dobre, wysoko wystandaryzowane preparaty do leczenia tą metodą.

Obecnie immunoterapia alergenowa na jad owadów błonkoskrzydłych jest wykonywana wyłącznie w warunkach szpitalnych. Wizyty w szpitalu odbywają się raz w miesiącu, przez około pięć lat. Część pacjentów, żeby poddać się hospitalizacji, musi wziąć wolne od pracy i nierzadko przejechać ponad 100–150 km, bo odczulanie oferuje tylko 33 ośrodków klinicznych i szpitalnych w całym kraju. Powoduje to, że część osób nie decyduje się na leczenie bądź z niego rezygnuje.

– Trzeba pamiętać, że to leczenie trwa około pięciu lat, więc jest to dosyć żmudny proces, wielu pacjentów nie decyduje się na wzięcie w nim udziału – mówi Grzegorz Baczewski. – Pacjent poddawany odczulaniu jest przyjmowany do szpitala na jednodniową wizytę. Leczenie odbywa się w systemie szpitalnym, ponieważ lek jest dostępny jedynie w refundacji szpitalnej.

Większość osób jest leczona metodą ultraszybką, która zdecydowanie jest zarezerwowana dla trybu szpitalnego – mówi prof. Krzysztof Kowal.

Odczulaniu na jad owadów aktualnie poddaje się ok. 3 tys. pacjentów. W czasie pandemii wiele oddziałów zostało jednak zamkniętych albo przekształconych w covidowe, przez co część osób straciła dostęp do leczenia. Lekarze szacują, że liczba odczulanych pacjentów spadła przynajmniej o 30–40 proc.

– Nie mamy jeszcze oficjalnych danych dotyczących tego, jak pandemia COVID-19 wpłynęła na immunoterapię alergenową jadami owadów błonkoskrzydłych. Jednak orientacyjnie możemy szacować, że około 30–40 proc. pacjentów zakończyło ją przedwcześnie. Natomiast zmiany, przerwy i opóźnienia w immunoterapii dotyczyły prawdopodobnie ponad 80 proc. osób – mówi przewodniczący Sekcji Immunoterapii Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Lekarze i środowiska pacjenckie od ponad roku starają się, aby immunoterapię prowadzić także w warunkach ambulatoryjnych, bez potrzeby hospitalizacji. W tym celu konieczna jest jednak refundacja immunoterapii alergenowej jadami typu depot, czyli o przedłużonym uwalnianiu alergenu. Ich dawka jest zwiększana dużo wolniej, co przekłada się na większe bezpieczeństwo i minimalne ryzyko wystąpienia reakcji niepożądanej u pacjenta.

 Immunoterapia jadami jest jedyną metodą leczenia, która ratuje życie pacjentów, dlatego staramy się, aby dostęp do niej był jak najszerszy i został poszerzony o lecznictwo ambulatoryjne. Obecnie jest to bardzo trudne, ponieważ ten lek nie jest refundowany w systemie aptecznym, co oznacza, że w warunkach ambulatoryjnych pacjent musi odczulać się na własny koszt. Staramy się, aby minister podjął decyzję i włączył ten lek na listę leków refundowanych aptecznie – mówi wiceprezes Fundacji Centrum Walki z Alergią.

Jak poinformowało Ministerstwo Zdrowia, w marcu 2020 roku wpłynęły dwa wnioski o objęcie refundacją leków typu depot w ramach listy aptecznej. W ramach procedowania, zgodnie z ustawą refundacyjną, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała w sierpniu ub.r. rekomendację objęcia refundacją tego preparatu pod warunkiem obniżenia jego ceny co najmniej do poziomu dotychczasowej ceny preparatów. Po zakończonych negocjacjach wnioskodawcy z Komisją Ekonomiczną wydała ona negatywne uchwały, które wraz z całością dokumentacji zostały przekazane ministrowi zdrowia. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.  

Eksperci argumentują, że rozszerzenie dostępu do immunoterapii alergenowej w ambulatoriach byłoby nie tylko wygodniejsze dla pacjentów, ale i tańsze dla systemu ochrony zdrowia. W czasie pięcioletniej immunoterapii koszt leczenia jednego pacjenta w warunkach szpitalnych sięga 63 tys. zł, podczas gdy koszt leczenia ambulatoryjnego jest o wiele niższy i wynosi ok. 20 tys. zł nawet przy refundacji aptecznej immunoterapii jadami.

– Wszystkie procedury w warunkach szpitalnych charakteryzują się bardzo wysokimi kosztami, m.in. ze względu na samą opłatę hotelową, pobyt w szpitalu. Dlatego możliwość wykonywania jakiejkolwiek procedury w warunkach ambulatoryjnych zwyczajnie wiąże się z obniżeniem kosztów – podkreśla prof. Krzysztof Kowal.

Jak wskazuje, odczulanie na jad owadów błonkoskrzydłych w warunkach ambulatoryjnych jest już możliwe w wielu krajach Europy. Wprowadzenie takiej możliwości również w Polsce poprawiłoby dostęp do tej terapii, w efekcie więcej pacjentów mogłoby poddać się ratującej życie terapii, a lekarze alergolodzy mieliby narzędzia do leczenia zgodnie z wiedzą medyczną.

– Dostępność preparatów typu depot, które możemy zastosować w warunkach ambulatoryjnych, najprawdopodobniej zwiększy też dostęp do samej immunoterapii. Większa liczba chorych będzie mogła się odczulać, będzie mogła zastosować leczenie przyczynowe – mówi ekspert Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Złote Spinacze 2021

Transport

Pandemia wzmocniła rolę portów morskich w transporcie. Szczecin i Świnoujście notują kolejny miesiąc wzrostów

Lipiec był kolejnym z rzędu miesiącem wzrostów w przeładunkach towarów w portach w Szczecinie i Świnoujściu. Po pierwszej połowie roku wzrost był na poziomie 11,5 proc. Jeśli ta dynamika się utrzyma, obecny rok prześcignie 2019 rok. Perspektywy są jeszcze lepsze, bo kolejne inwestycje zwiększają możliwości obu portów. Ubiegły rok, chociaż zamknął się na niewielkim minusie, pokazał, jak ważna jest rola portów morskich w krajowym transporcie.

Konsument

Coraz więcej nieruchomości w Polsce jest smart. Polacy najczęściej inwestują w inteligentne systemy zarządzania oświetleniem i ogrzewaniem

40 proc. Polaków użytkuje urządzenia, które są uważane za elementy inteligentnego domu – wynika z badania Somfy, dostawcy rozwiązań automatyki domowej i smart home. Co więcej, 60 proc. użytkowników zamierza dalej inwestować w unowocześnianie swoich nieruchomości. Kierunkiem rozwoju smart home jest integracja wszystkich urządzeń i sterowanie nimi za pomocą aplikacji czy asystenta głosowego. – Konsumenci zaczynają rozumieć, że smart home to nie tylko pojedyncze rozwiązanie, ale cały ekosystem, który można dostosować do stylu życia mieszkańców – mówi Radosław Borkowski, dyrektor zarządzający Somfy Polska.

Ochrona środowiska

Od 14 do 36 tys. górników będzie potrzebować wsparcia na rynku pracy. Wielu znajdzie zatrudnienie w energetyce odnawialnej

Do końca tej dekady od 14 do 36 tys. górników będzie potrzebować wsparcia na rynku pracy: przebranżowienia, relokacji do innych kopalni albo wcześniejszego odejścia na emeryturę. Jednocześnie do tego czasu na Śląsku istnieje możliwość stworzenia nawet 75–85 tys. nowych miejsc pracy, a największe szanse na zastąpienie górniczych etatów mają budownictwo, przetwórstwo przemysłowe i energetyka oparta na OZE – pokazują szacunki Instytutu Badań Strukturalnych. – Nie wolno tracić czasu, trzeba od razu przystąpić do tych działań. One muszą być podejmowane stopniowo, bez gwałtownych ruchów, każdy  obawia się pogorszenia sytuacji materialnej i utraty pracy – podkreśla prezes zarządu ILF Consulting Engineers Polska, Andrzej Dercz.

Konsument

Prawie połowa Polaków chce żyć bardziej ekologicznie, nawet jeśli oznacza to wyrzeczenia. Proekologicznego podejścia oczekują również od firm

Rośnie świadomość ekologiczna Polaków. 47 proc. społeczeństwa deklaruje, że zmieniłoby styl życia na bardziej ekologiczny, nawet jeśli wiązałoby się to z wyrzeczeniami i mniejszą wygodą – wynika z badania Barometr Providenta. Najczęściej wskazywane działania podejmowane na rzecz środowiska to segregowanie odpadów, oszczędzanie wody i rezygnacja z plastiku. Proekologicznego podejścia Polacy oczekują również od firm. Chcieliby także pracować w otoczeniu roślinności. Dziś połowa badanych wskazuje, że w ich miejscu pracy nie ma w ogóle roślin lub jest ich za mało.