Newsy

Wśród chorych na nowotwory krwi śmiertelność z powodu COVID-19 dochodzi do 50 proc. Szansą na ograniczenie zakażeń są wciąż nierefundowane w Polsce terapie podskórne

2021-05-10  |  06:15
Mówi:prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos
Funkcja:prezes Stowarzyszenia Hematologii Nowej Generacji, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Pacjenci chorujący na nowotwory krwi i szpiku są narażeni na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu infekcji i śmierci z powodu COVID-19. – W przypadku chorych na złośliwego szpiczaka plazmocytowego śmiertelność waha się od 30 do nawet 50 proc. – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos ze Stowarzyszenia Hematologii Nowej Generacji. Lekarze podkreślają, że ważne jest maksymalne ograniczenie czasu, który chorzy spędzają w szpitalach, żeby zminimalizować ryzyko zakażenia. Jednym ze sposobów, by to osiągnąć, jest szerszy dostęp do terapii doustnych i podskórnych,  które ograniczają konieczność takich wizyt, a przy okazji odciążają personel medyczny i pielęgniarski. Podskórna terapia szpiczaka czeka na decyzję w sprawie refundacji.

 Pandemia COVID-19 miała bardzo negatywny wpływ na pacjentów hematoonkologicznych. Już na początku podejrzewaliśmy, że infekcje koronawirusowe mogą mieć u nich niekorzystny przebieg. Wynika to po pierwsze z wieku, po drugie – z rozpoznania, bo mówimy tu o nowotworach, które są ściśle powiązane z gorszym działaniem układu odpornościowego. Trzeci element związany z gorszym rokowaniem to choroby współistniejące, które ma większość naszych pacjentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos, prezes Stowarzyszenia Hematologii Nowej Generacji i kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Nowotwory hematoonkologiczne atakują krew i układ krwiotwórczy. Zaliczają się do nich m.in. białaczki, chłoniaki, szpiczaki. Według Fundacji DKMS średnio co 40 minut ktoś w Polsce dowiaduje się, że jest chory na nowotwór krwi. Liczba takich przypadków rośnie, co jest związane m.in. ze starzeniem się społeczeństwa, ponieważ nowotwory hematoonkologiczne atakują głównie osoby starsze. Nierzadko chorują też jednak młodsi, a nawet dzieci.

Do tej grupy zalicza się m.in. szpiczak plazmocytowy, który jest złośliwym nowotworem szpiku kostnego. Szacuje się, że stanowi nie więcej niż 2 proc. wszystkich chorób nowotworowych. Co roku w Polsce diagnozuje się ok. 1,5–2 tys. nowych przypadków tej choroby, głównie u osób po 50. roku życia. Jak podaje Fundacja Carita, aktualnie leczonych z tego powodu jest ok. 10 tys. pacjentów.

 Wielu pacjentów w trakcie pandemii straciliśmy, a dane brytyjskie pokazują, że śmiertelność w tej grupie waha się od ponad 30 do nawet 50 proc. – wskazuje prezes Stowarzyszenia Hematologii Nowej Generacji.

Pacjenci ze szpiczakiem plazmocytowym wymagają leczenia, które najczęściej wiąże się z częstymi wizytami w szpitalu. Te w dobie koronawirusa niosą ze sobą duże ryzyko zakażenia. Dlatego już na początku pandemii Polska Grupa Szpiczakowa opublikowała zalecenia sugerujące, żeby unikać dodatkowych wizyt związanych np. z leczeniem powikłań.

– Zalecaliśmy lekarzom prawidłową opiekę nad pacjentem hematologicznym, która uwzględnia leczenie wspomagające. Chodziło o zapobieganie złamaniom patologicznym czy niedokrwistości, która w konsekwencji może wpływać na konieczność hospitalizacji i transfuzji krwi – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos. – Optymalne leczenie powinno być skuteczne i – jeśli tylko się da – związane z jak najmniejszą liczbą wizyt w ośrodku zdrowia.

Lekarze podkreślają, że w warunkach pandemii leczenie szpiczaka plazmocytowego powinno się opierać głównie na terapiach doustnych i podskórnej, które maksymalnie skracają czas pobytu w szpitalu, kontakty z innymi chorymi i personelem medycznym. Tym samym ograniczają też ryzyko transmisji wirusa.

 Terapia podskórna stanowi jedną z metod leczenia szpiczaka plazmocytowego. Nie obarcza ona pacjenta wielogodzinną hospitalizacją i jest równie skuteczna jak dożylna. Dlatego – jeśli nie mamy dostępnych terapii doustnych – jak najbardziej możemy stosować podskórne. Nowością w odniesieniu do szpiczaka plazmocytowego jest podskórna formuła jednego z bardzo aktywnych leków – wskazuje kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Jako hematolodzy mamy też dobre doświadczenia, choć krótkie, bo tylko przez pewien czas mieliśmy możliwość stosowania rytuksymabu, czyli przeciwciał anty-CD20, które mogą być stosowane w tej formule. Taka terapia nie naraża pacjenta na wielogodzinną hospitalizację, chory dostaje tylko krótki, pięciominutowy zastrzyk podskórny.

Terapia w takiej formie przekłada się na cały szereg korzyści – zarówno po stronie pacjenta, jak i personelu medycznego. Nie wymaga założenia wkłucia dożylnego, jest więc mniej bolesna dla chorego, powikłania ograniczają się do zaczerwienienia w miejscu podania leku, a pobyt w szpitalu jest skrócony do minimum (formuła ambulatoryjna lub pobyt jednodniowy). Jedną z zalet jest też odciążenie personelu pielęgniarskiego i zmniejszenie liczby lekarzy asystujących przy podaniu leku.

– Terapia dożylna wymaga regularnego monitorowania parametrów życiowych – ciśnienia, temperatury, pulsu czy liczby oddechów pacjenta. W przypadku terapii podskórnej personel pielęgniarski nie jest zobligowany do regularnych pomiarów parametrów życiowych czy zmiany prędkości wlewu. Bezpośredni kontakt zespołu pielęgniarskiego w przypadku podawania leku podskórnego też jest krótszy, ogranicza się do kilku minut i obserwacji pacjenta. Dawka leku jest stała, niezależnie od wzrostu, wagi czy płci pacjenta, więc jest to dość wygodna forma. W niektórych jednostkach lek może być przygotowywany bezpośrednio na oddziale, bez dodatkowego angażowania zespołu apteki szpitalnej – mówi hematoonkolog.

Terapie podskórne w leczeniu szpiczaka plazmocytowego są już dostępne w praktyce klinicznej w wielu krajach Europy. W Polsce pacjenci wciąż napotykają trudności w dostępie do tej metody.

 Aktualnie jedynym lekiem w formie podskórnej dla chorych na szpiczaka plazmocytowego jest daratumumab, w przypadku którego trwa procedura refundacyjna. Liczymy, że ta decyzja zostanie podjęta szybko, bo w dobie pandemii jest bardzo pożądana zarówno przez pacjentów, jak i przez całe zespoły medyczne, lekarzy i pielęgniarki – wskazuje prof. Krzysztof Giannopoulos. – W Unii Europejskiej, kiedy formuła jakiegoś leku zmienia się z dożylnej na podskórną, zwykle jest on dostępny dla pacjentów automatycznie. W Polsce zmiana formuły wymaga procesu refundacyjnego, który jest ściśle regulowany, związany z opiniowaniem AOTMiT-u, Komisji Ekonomicznej i podjęciem decyzji przez Ministra Zdrowia.

Jak podkreśla ekspert, leczenie szpiczaka stanowi bardzo duże wyzwanie systemowe, a sukces zależy głównie od dostępności leków z różnych grup i rozwoju farmakoterapii. W tym zakresie ostatnie lata przyniosły szereg zmian, ale wciąż wiele pozostaje do zrobienia.

 Mamy 13 nowych leków, które zostały ostatnimi czasy zarejestrowane w leczeniu szpiczaka, a po ostatnich decyzjach refundacyjnych w Polsce będzie dostępnych pięć, więc do zrobienia nadal jest dużo. Natomiast od 2018 roku zapadło wiele dobrych decyzji w tej sprawie, od maja br. mamy zrefundowane kolejne dwa schematy terapeutyczne. Miejmy nadzieję, że pojawią się kolejne, żeby szpiczak powoli stawał się chorobą przewlekłą, a nie chorobą o złym rokowaniu – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Kalendarium

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Firma

Na rynku brakuje specjalistów od cyberbezpieczeństwa. Liczba wakatów wzrosła przez pandemię i pracę zdalną

Rynek IT security rozwija się szybciej niż kiedykolwiek. Zapotrzebowanie na specjalistów z branży cyberbezpieczeństwa najlepiej obrazują liczby. Siedem wolnych miejsc pracy na jednego kandydata, średnie wynagrodzenie na poziomie 15 tys. zł i duża aktywność rekruterów – aż 60 proc. specjalistów otrzymuje jedną–trzy propozycje pracy w tygodniu. – Rynek w tym obszarze jeszcze przed pandemią był mocno niedoceniany. Upowszechnienie pracy zdalnej pokazało, że zabezpieczenie wewnętrznej sieci firmy jest priorytetem – mówi Mikołaj Zbudniewek z HRK.

Ochrona środowiska

Realizacja unijnej strategii bioróżnorodności może uderzyć w polski przemysł drzewny. Zagrożonych może być tysiące miejsc pracy

W Polsce chronione obszary Natura 2000 zajmują ok. 20 proc. powierzchni kraju. Zgodnie z unijną Strategią Bioróżnorodności 2030 ochroną trzeba będzie objąć jeszcze ok. 3 mln ha – wynika z szacunków Lasów Państwowych. Opublikowane przez spółkę ekspertyzy pokazują, że realizacja unijnej strategii, która ma się przyczynić do odbudowy różnorodności biologicznej Europy, może się mocno odbić na polskim przemyśle drzewnym, skutkując m.in. ograniczeniem podaży surowca, wzrostem cen i osłabieniem kondycji przedsiębiorstw działających w branży drzewnej i papierniczej.

Firma

Na rynku brakuje specjalistów od cyberbezpieczeństwa. Liczba wakatów wzrosła przez pandemię i pracę zdalną

Rynek IT security rozwija się szybciej niż kiedykolwiek. Zapotrzebowanie na specjalistów z branży cyberbezpieczeństwa najlepiej obrazują liczby. Siedem wolnych miejsc pracy na jednego kandydata, średnie wynagrodzenie na poziomie 15 tys. zł i duża aktywność rekruterów – aż 60 proc. specjalistów otrzymuje jedną–trzy propozycje pracy w tygodniu. – Rynek w tym obszarze jeszcze przed pandemią był mocno niedoceniany. Upowszechnienie pracy zdalnej pokazało, że zabezpieczenie wewnętrznej sieci firmy jest priorytetem – mówi Mikołaj Zbudniewek z HRK.

Finanse

LED-y pozwalają obniżyć zużycie energii nawet o 80 proc. Dla samorządów mogłoby to oznaczać prawie 1,2 mld zł oszczędności

Przejście na oświetlenie LED w sektorze służby zdrowia, edukacji oraz w oświetleniu dróg i ulic może wygenerować oszczędności w zużyciu energii na poziomie nawet do 80 proc., a co za tym idzie w budżetach polskich samorządów. Analiza potencjału modernizacji oświetlenia przeprowadzona przez firmę Signify wskazuje, że mogą one sięgać 1,2 mld zł rocznie. Koszt takiej inwestycji w skali całego kraju to około 8–10 mld zł, ale w zależności od sektora może ona się zwrócić już po trzech latach. Dużą korzyścią wynikającą ze zmniejszenia zużycia energii elektrycznej będzie także ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Inwestycja w LED-y byłaby w skutkach dla środowiska równoważna z uniknięciem emisji, jakie rocznie wytwarza 770 tys. samochodów na polskich ulicach.