Newsy

Brexit może być szansą dla polskich przedsiębiorców. Eksporterzy muszą jednak liczyć się z komplikacjami

2020-12-30  |  06:20

Do końca okresu przejściowego, po którym brexit stanie się faktem, zostały tylko dwa dni. Wielka Brytania opuści jednolity rynek i unię celną, a firmy prowadzące wymianę handlową z tamtejszym rynkiem od 1 stycznia 2021 roku będą obowiązywać nowe zasady. Część branż, ze względu na spodziewane komplikacje formalnoprawne, zaczęła szukać alternatywnych kierunków. Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje jednak, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu, a z tamtejszego rynku, który jest duży i chłonny, polskie firmy nie powinny szybko rezygnować.

– Sporo polskich przewoźników i eksporterów liczy się z tym, że będzie im znacznie trudniej dotrzeć do brytyjskiego rynku. Od jakiegoś czasu patrzą na rynki alternatywne, takie jak Skandynawia, Francja, Holandia czy Belgia. Z drugiej strony rynek brytyjski wciąż jest wart, żeby o niego powalczyć. Wielka Brytania to piąta największa gospodarka świata, bogaty i podatny rynek, który potrzebuje produktów i warto się będzie postarać, mimo że stanie się to zdecydowanie bardziej skomplikowane – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania oficjalnie wystąpiła z Unii Europejskiej 31 stycznia br. Z kolei z końcem tego roku mija okres przejściowy, po którym definitywnie przestanie być członkiem UE. 24 grudnia, po ponad trzyletnich negocjacjach, obie strony doszły w końcu do porozumienia w kwestii wspólnych relacji i zasad obowiązujących od 1 stycznia 2021 roku.

Dokument, który wraz z załącznikami liczy prawie 2 tys. stron, reguluje nie tylko wartą około 750 mld euro rocznie wymianę handlową, ale także m.in. kwestie bezpieczeństwa czy rynku pracy. Zawarcie umowy oznacza, że w obrocie gospodarczym nie będą obowiązywały cła i ograniczenia ilościowe. Mimo to polscy przedsiębiorcy współpracujący z tamtejszym rynkiem muszą liczyć się z dużymi utrudnieniami.

– W tej chwili polski przedsiębiorca, który eksportuje swój towar do Wielkiej Brytanii, potrzebuje dwóch kartek papieru, czyli faktury i listu przewozowego. Natomiast od nowego roku będzie potrzebował już 11 kartek papieru i będzie musiał postarać się m.in. o zaświadczenie kraju pochodzenia towaru czy certyfikaty fitosanitarne bądź weterynaryjne w przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego. Aby to wszystko działało na czas, rząd brytyjski wprowadza 10 nowych systemów informatycznych, z których wszystkie muszą współpracować między sobą i być dostępne dla przedsiębiorców wszystkich krajów unijnych do końca tego roku. Wiadomo, jak to jest, kiedy się wprowadza jeden nowy system informatyczny, a tutaj chodzi aż o 10, więc pole do komplikacji jest duże – mówi Michał Dembiński.

Uzgodniona w zeszłym tygodniu umowa o handlu i współpracy między Wielką Brytanią i UE nie przewiduje okresu dostosowawczego, co oznacza, że większości podmiotów pozostało raptem kilka dni na dostosowanie się do nowych zasad. Tylko niektóre jej przepisy będą wdrażane z opóźnieniem (np. konieczność posiadania paszportu przy wjeździe do UK pojawi się dopiero od października). Jednak eksperci są zgodni, że bezumowny brexit byłby dla polskiej gospodarki dużo gorszym scenariuszem, np. ze względu na wprowadzenie stawek celnych. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii szacowało, że w takim przypadku w długim terminie spadek eksportu z Polski do Wielkiej Brytanii mógłby sięgnąć od 30 do 70 proc., przy czym najmocniej ucierpiałby sektor rolno-spożywczy.

 Zobaczymy spadek w eksporcie, ale trzeba brać pod uwagę, że w tym roku już go widzieliśmy w związku z COVID-em. W przyszłym roku Wielka Brytania będzie miała wielkie problemy, żeby odbić się od tego dna. Polsce będzie zdecydowanie łatwiej – mówi główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania ma nadwyżkę w eksporcie usług na rynek UE. Z kolei kraje Unii mają zdecydowaną nadwyżkę w sprzedaży towarów na brytyjski rynek. Na Wyspy najwięcej eksportują Niemcy, ale trafia tam również około 6 proc. towarów wyprodukowanych w Polsce (42,5 mld zł). Jak podaje resort rozwoju, w ciągu trzech kwartałów tego roku wartość wymiany handlowej między Polską a Wielką Brytanią wyniosła 57,5 mld zł. Znaczący udział ma w tym sektor rolno-spożywczy, bo Zjednoczone Królestwo jest drugim odbiorcą polskich produktów (wartość eksportu po trzech kwartałach to ok. 10 mld zł).

Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu i kupowania chociażby żywności. Dlatego też, mimo spodziewanych komplikacji, z brytyjskiego rynku, który jest duży i chłonny, nie należy zbyt szybko rezygnować.

– Najważniejsza prawda o brytyjskiej gospodarce jest taka, że ona za mało produkuje. Produkcja przemysłowa stanowi jedynie 8,5 proc. brytyjskiego PKB. W Polsce to jest 17 proc., a w Niemczech – 20 proc. Brytyjczycy są więc skazani na import towarów. Pytanie jest jedno: skąd będą kupowali po brexicie. Tutaj widzę szansę dla polskich eksporterów – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że baza kosztowa w Polsce nadal jest znacznie tańsza niż w Europie Zachodniej. Polskie produkty, które cieszą się renomą, są w atrakcyjnej cenie i dobrej jakości, będą miały szanse, żeby się przebić – mówi Michał Dembiński.

Dla firm, które prowadzą handel z Wielką Brytanią, MRPiT udostępnia na stronie brexit.gov.pl specjalny poradnik, w którym opisane są m.in. nowe zasady dotyczące formalności celnych, podatkowych, wymaganych od nowego roku świadectw, zezwoleń, oznakowań i etykiet dla towarów eksportowanych na brytyjski rynek.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Konsument

Zdecydowana większość pracujących uciekła z pracowniczych planów kapitałowych. Mimo wysokich zwrotów z oszczędzania

Po trzech fazach wdrożenia PPK w programach oszczędzania na emeryturę wspólnie z pracodawcą i państwem uczestniczy niespełna jedna trzecia uprawnionych. To mniej, niż pierwotnie zakładał rząd. Choć specjaliści przekonują, że program jest dobrze skonstruowany, Polacy wciąż obawiają się powtórki historii z otwartymi funduszami emerytalnymi. Nawet mimo tego, że wyniki za ubiegły rok pokazują, że w ten sposób są w stanie zaoszczędzić więcej, niż gdyby odkładali sami. Zdaniem Grzegorza Chłopka z Instytutu Emerytalnego to właśnie brak zaufania do oszczędzania przy udziale instytucji jest największą przeszkodą w popularyzacji PPK.

Finanse

UOKiK jeszcze w styczniu wyda pierwsze decyzje ws. zatorów płatniczych. W toku jest 100 postępowań

UOKiK przyspiesza postępowania wobec przedsiębiorców zalegających swoim kontrahentom z płatnościami. – W czasie pandemii zatory płatnicze są coraz poważniejszym problemem, dlatego powinny być skutecznie eliminowane z rynku. Szczególnie jeśli dopuszczają się tego największe firmy, bo często cierpią na tym mali i średni przedsiębiorcy – mówi Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W ciągu roku od uzyskania nowych uprawnień w walce z zatorami płatniczymi urząd rozpoczął 100 takich postępowań, w tym 28 tylko w grudniu 2020 roku, m.in. w branży spożywczej, mięsnej, budowlanej, transportowej oraz kosmetycznej. Pierwsze decyzje mają zapaść jeszcze w tym miesiącu.

Konsument

Narodowy Spis Powszechny może zostać wydłużony z trzech do sześciu miesięcy. GUS będzie zachęcać do samospisywania się przez internet

Główny Urząd Statystyczny przygotowuje się do Narodowego Spisu Powszechnego 2021, który ma zostać przeprowadzony między kwietniem a czerwcem, choć z uwagi na pandemię COVID-19 stara się o jego wydłużenie do końca września. Warunki epidemiologiczne sprawiają, że tegoroczny spis będzie prowadzony głównie przez internet, za pomocą interaktywnego formularza dostępnego na stronie GUS. Jeśli natomiast osoba zobowiązana do udziału w spisie go nie wypełni, skontaktują się z nią telefonicznie lub osobiście rachmistrze spisowi.

Problemy społeczne

Jurek Owsiak: Żeby masowo szczepić Polaków, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, także wolontariuszy. Jesteśmy gotowi wspomóc polską służbę zdrowia w akcji szczepień

W Polsce przeciwko koronawirusowi zaszczepiono pierwszą dawką ok. 600 tys. osób, a w rządowych magazynach czeka ok. 470 tys. szczepionek. To rezerwy na drugie dawki dla tych, którzy zostali zaszczepieni pierwszą. Tempo szczepień nie jest imponujące nie tylko ze względu na mniejsze dostawy od producentów w ostatnich dniach, ale też organizację całej operacji logistycznej. Zdarzały się dni, kiedy dziennie szczepionych jest ok. 11–12 tys. osób. Dlatego Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP w całym procesie. – To moment, kiedy potrzebne są wszystkie ręce na pokład – mówi.