Newsy

80 proc. dzieci w wieku 7–8 lat ma własny smartfon. Korzystają z niego średnio 2,5 godziny dziennie

2017-09-12  |  06:35

Większość dzieci otrzymuje pierwszy smartfon w wieku ok. 8 lat – wynika z badania F-Secure i sieci Plus „Bezpieczny smartfon dla dziecka”. Wśród uczniów pierwszych klas szkół podstawowych już 80 proc. ma do swojej dyspozycji telefon, który łączy się z internetem. Średnio korzystają z niego przez 2,5 godziny dziennie. Większość rodziców deklaruje, że rozmawia z dzieckiem o bezpiecznym użytkowaniu internetu. Coraz częściej rodzice korzystają też z dostępnej u operatorów ochrony rodzicielskiej.

– Zgodnie z naszymi badaniami 8 na 10 dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej ma już swój smartfon. Dzieci, które jeszcze mają zęby mleczne, zaczynają dzięki smartfonom wchodzić w świat bardzo dorosły jak na swoje możliwości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w F-Secure.

Z badania F-Secure oraz sieci Plus „Bezpieczny smartfon dla dziecka” wynika, że dzieci pierwszy smartfon dostają w wieku 7–8 lat. Jeszcze kilka lat temu smartfon był popularnym prezentem komunijnym. Obecnie okazuje się, że większość dzieci w tym wieku już ma urządzenie mobilne i z łatwością się nim posługuje. Uczniowie, którzy mają swój telefon, rzadko się z nimi rozstają. Pozostała grupa – która jeszcze smartfonów nie ma – często korzysta z urządzeń innych osób, np. rodziców.

– Zgodnie z deklaracjami rodziców dzieci w przedziale 6–9 lat spędzają średnio 2,5 godziny przed ekranem telefonu, co w porównaniu do innych krajów, głównie Europy Zachodniej, plasuje nas dość wysoko. Oznacza to, że dzieci faktycznie nie tylko telefony mają, lecz także bardzo aktywnie używają ich każdego dnia – ocenia Małagocka.

Smartfony – zgodnie z założeniami rodziców – mają służyć dzieciom przede wszystkim do kontaktu. Większość opiekunów wskazuje, że z telefonu dzieci dzwonią (71 proc.) i piszą SMS-y (59 proc.). Dla rodziców posiadanie przez podopiecznego smartfonu zwiększa też poczucie bezpieczeństwa. Dzięki aplikacjom opartym na geolokalizacji, mogą łatwo sprawdzić, gdzie w danym momencie przebywa dziecko. Smartfony to jednak, zwłaszcza dla dzieci, źródło rozrywki: na telefonach grają (63 proc.), robią zdjęcia, kręcą filmy (59 proc.) oraz co istotne przeglądają strony internetowe. Te zaś mogą wprowadzić dziecko w świat dla niego jeszcze nieodpowiedni. Już małe dzieci potrafią składać litery, z łatwością mogą więc surfować po internecie, a przede wszystkim – ściągać aplikacje.

– Ku naszemu zaskoczeniu, aż 25 proc. rodziców deklaruje, że ich dzieci w tak młodym wieku korzystają z Facebooka, kolejne 10 proc., że z innych mediów społecznościowych – mówi ekspertka.  – To wszystko świadczy o tym, że te bardzo młode osoby mogą się zetknąć z przeróżnymi treściami w internecie – dodaje.

Przy wyborze telefonu dla dziecka rodzice kierują się przede wszystkim ceną (46 proc.), dopiero w drugiej kolejności zwracają uwagę na kwestie związane z bezpieczeństwem (18 proc. przy 58 proc., gdy bezpieczeństwo znalazło się wśród odpowiedzi sugerowanych). Przeważnie telefon dla dzieci wybierany jest z oferty ogólnej, nie tej skierowanej do najmłodszych. Rodzice troszczą się o dziecko przede wszystkim w świecie realnym, nie zawsze pamiętają, że równie duże niebezpieczeństwa czekają w sieci.

– Stąd właśnie specjalne aplikacje, takie jak Ochrona Internetu, które pozwalają ochronić dziecko przed ewentualnymi zagrożeniami – tłumaczy Marek Nowowiejski, kierownik ds. rozwoju usług w Plus.

Większość rodziców rozmawia z dziećmi, w jaki sposób bezpiecznie korzystać z internetu. Jednak co piąty rodzic w ogóle takiego tematu nie podejmuje. Zazwyczaj tłumaczą, że dziecko jest na to zbyt małe lub korzysta z internetu pod opieką dorosłego. Ci zaś rodzice, którzy deklarują, że rozmawiają o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą dostęp do sieci, często robią to dopiero wówczas, gdy dziecko zapozna się już z treściami nieodpowiednimi do ich wieku. Tymczasem taką rozmowę warto przeprowadzić, gdy pojawia się pomysł zakupu smartfona dla dziecka i powtórzyć ją, gdy zaczyna korzystać z urządzenia mobilnego.

– Jest to kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa, żeby jak najwięcej dzieci znało zasady korzystania z internetu i potencjalne zagrożenia. Staramy się pomóc w tym, żeby rodzice mieli większą świadomość i wiedzieli, jak należy prowadzić takie rozmowy oraz w jaki sposób ochronić dzieci – mówi Nowowiejski.

Większość rodziców nie chce kontrolować tego, co ze smartfonem robi dziecko. Chcą uszanować jego prywatność. Co trzeci rodzic nie kontroluje stron, na które wchodzi ich dziecko. Tymczasem 1 na 15 najmłodszych z pierwszych trzech klas szkoły podstawowej miało kontakt ze stronami pornograficznymi. Co czwarty rodzic przyznaje, że ich kilkuletnie dzieci korzystają z aplikacji przeznaczonych dla nastolatków.

– Trzeba rozwijać kompetencje u rodziców. Staramy się to wprowadzić poprzez specjalne aplikacje dostępne w naszych ofertach tak, aby rodzice mieli ułatwiony dostęp do tego typu ochrony i uświadamiania dzieci – przekonuje ekspert z Plus.

Dostęp do niechcianych treści można ograniczyć nie tylko przez sprawdzanie na bieżąco odwiedzanych przez dziecko stron. Operatorzy oferują oprogramowania, które dobierają aplikacje na telefon dziecka czy pozwalają odciąć dostęp do sieci po określonej godzinie. Ponad połowa rodziców wskazuje, że chciałaby skorzystać z tego typu zabezpieczeń. Wśród osób, które jeszcze nie kupiły dziecku smartfona, 84 proc. przyznaje, że chciałoby skorzystać z aplikacji ochronnej.

Jak podkreślają eksperci, nie można zapominać, że niezależnie od rodzicielskiej kontroli, smartfon z dostępem do sieci nie pozostaje bez wpływu na zachowanie dzieci. Ponad 80 proc. rodziców wskazuje pozytywne i negatywne strony, choć przeważają zalety: możliwość kontaktu (65 proc.), kontroli (15 proc.) czy wsparcia w rozwoju dziecka (11 proc.).

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Konsument

Prawie 5 mln Polaków nie korzysta z komputera i internetu. Podatek od smartfonów i laptopów jeszcze pogłębi problem cyfrowego wykluczenia

W Polsce blisko 5 mln osób wciąż nie korzysta z internetu ani komputera, a pod względem wykluczenia cyfrowego sytuacja wygląda gorzej tylko w sześciu krajach Europy. Jedną z głównych przyczyn są zbyt wysokie koszty sprzętu i dostępu do sieci. Tymczasem planowane przez rząd rozszerzenie opłaty reprograficznej na nowe urządzenia, takie jak smartfony, tablety, laptopy i komputery stacjonarne, może dodatkowo wywindować ich ceny o kilkaset złotych. – W tej pandemicznej sytuacji, kiedy z dnia na dzień przestawiliśmy się na nauczanie zdalne, zamknęliśmy seniorów w domu i przenieśliśmy szereg usług do online’u, podnoszenie cen na urządzenia typu smartfon czy laptop jest błędem – podkreśla Michał Herde z Federacji Konsumentów.

Ochrona środowiska

Polska może stać się największym producentem energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych. Wymaga to modernizacji i budowy sieci przesyłowej w Polsce Północnej

Stabilne ramy prawne dla budowy polskich farm wiatrowych na Bałtyku ma zapewnić ustawa offshore’owa, którą w ubiegły czwartek podpisał prezydent. Prąd z wiatraków na morzu ma popłynąć już za kilka lat, ale wymaga to przyspieszenia inwestycji, również tych związanych z budową sieci dystrybucyjnych. Inwestycje w tym zakresie wymusza także rządowy plan rozwoju OZE i budowy elektrowni jądrowej. Boomu inwestycyjnego będzie potrzebować zwłaszcza północna Polska.

Handel

Olga Semeniuk: W pierwszej kolejności będą odmrażane sklepy detaliczne i centra handlowe. Jesteśmy gotowi do wdrożenia protokołów bezpieczeństwa dla ponad 40 branż

Jeżeli rząd zdecyduje się na poluzowanie części obostrzeń od 1 lutego, to w pierwszej kolejności pracę będą mogły wznowić sklepy detaliczne i centra handlowe. Decyzja o luzowaniu bądź wydłużeniu restrykcji ma zapaść w tym tygodniu i będzie uzależniona m.in. od statystyk dotyczących zakażeń i zgonów oraz sytuacji epidemiologicznej w całej Europie, która jest obecnie trudna. Wyczekują jej przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy w całym kraju decydują się już na wznawianie działalności mimo zakazów. Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii, przekonuje jednak, że są to odosobnione przypadki i skala zjawiska jest niewielka.

Ochrona środowiska

Zanieczyszczone powietrze jest jak taksówka dla koronawirusa. Większa liczba zgonów w 2020 roku to w dużej mierze efekt smogu

Według danych z USC, udostępnionych w rządowym serwisie Otwarte Dane, w ubiegłym roku w Polsce zmarło w sumie ponad 486 tys. osób. W 2019 roku zgonów było ok. 409 tys., czyli o 77 tys. mniej. – Polacy muszą sobie uświadomić, że w ubiegłym roku umarła największa liczba osób od II wojny światowej nie tylko ze względu na koronawirusa, lecz również z powodu smogu – mówi pulmunolog, dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka. Jak wskazuje, pandemia nie przez przypadek najszybciej rozprzestrzenia się w regionach uprzemysłowionych, z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. – Nie zdajemy sobie sprawy, że gdyby tych pyłów nie było w powietrzu, wirus nie miałby na czym osiąść. One są taksówką, którą bakterie i wirusy wjeżdżają do organizmu – podkreśla ekspert.