Newsy

Budowana z Koreańczykami elektrownia jądrowa ma być uzupełnieniem rządowego programu realizowanego z USA. Rozważane są kolejne atomowe projekty

2022-11-07  |  06:30

Ostatnie dni przyniosły ważne rozstrzygnięcia dla polskiej energetyki jądrowej. Rząd podjął decyzję, że pierwszą elektrownię jądrową wybuduje w oferowanej przez amerykański Westinghouse technologii AP1000. Zapowiedział też działania przygotowujące do budowy kolejnej wielkoskalowej inwestycji tego typu w Polsce. Elektrownię jądrową chcą też wybudować spółka PGE i kontrolowany przez Zygmunta Solorza ZE PAK, które podpisały w tej sprawie list intencyjny z koreańskim KNHP. Ta inicjatywa może być uzupełnieniem rządowego programu energetyki jądrowej i według ekspertów zwiększa szanse na niezależność energetyczną kraju.

 Nie wyobrażam sobie Polski, jednej z bogatszych gospodarek światowych, bez energetyki jądrowej. Energetyka jądrowa daje bardzo dużą niezależność. Świat zrobił z rynku materiałów radioaktywnych dobrze regulowany obszar. Złoża materiałów rozszczepialnych, mimo że trudno wydobywalne, są praktycznie dostępne. Aby to przełożyć na wielkości, to jeden około 20-tonowy wagon materiałów rozszczepialnych zastąpiłby w skali roku całą polską energetykę, z której dzisiaj korzystamy, łącznie z węglem brunatnym, kamiennym, ropą naftową i wiatrakami – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr inż. Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.

Dziś polska energetyka wciąż w ponad 60 proc. opiera się na węglu. Jednak przyjęta na początku ub.r. i zaktualizowana po wybuchu wojny w Ukrainie „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” (PEP 2040) zakłada, że jego udział będzie stopniowo spadać na rzecz atomu i OZE, głównie offshore na Bałtyku. Rządowa strategia zakłada, że moc turbin wiatrowych na morzu do końca tej dekady osiągnie ok. 5,9 GW, z kolei do 2040 roku – ok. 11 GW. Do 2033 roku zostanie też uruchomiony pierwszy blok elektrowni atomowej o mocy 1–1,6 GW, a kolejne będą włączane co dwa–trzy lata. Cały program jądrowy przewiduje w sumie budowę sześciu bloków o łącznej mocy od 6 do 9 GW.

– W Polsce potrzeba dziś ok. 6–8 GW, które pracowałoby stale, w podstawie. Natomiast w polskiej gospodarce zmieściłoby się jeszcze dodatkowe 3–4 GW, które pracowałyby lokalnie i miałyby szansę stać się np. generatorami wysokotemperaturowymi służącymi polskiej chemii albo polskiemu ciepłownictwu – mówi dr inż. Andrzej Sikora. – Dzisiaj obserwujemy w Polsce pewien wyścig między dostawcami technologii dla tych reaktorów, które muszą pracować w podstawie, a dostawcami technologii, które są skierowane lokalnie i których wykorzystanie może być łatwiejsze ekonomicznie i technologicznie.

Dziś wiadomo już, że elektrownia, której budowę planuje polski rząd, zostanie zrealizowana w technologii oferowanej przez amerykański Westinghouse. W środę Rada Ministrów przyjęła uchwałę w tej sprawie. Pierwszy blok elektrowni w amerykańskiej technologii reaktorów AP1000 powstanie do 2033 roku. Projekt będzie realizowany przy współpracy z rządem USA. Rząd zapowiedział już działania w celu przygotowania i realizacji budowy drugiej wielkoskalowej elektrowni jądrowej w Polsce.

Z kolei w poniedziałek, 31 października w Seulu koreański koncern KNHP oraz Polska Grupa Energetyczna i kontrolowany przez Zygmunta Solorza ZE PAK podpisali list intencyjny, którego głównym celem jest opracowanie planu budowy elektrowni jądrowej w Pątnowie w technologii APR1400. Współpraca polsko-koreańska ma być uzupełnieniem rządowego programu energetyki jądrowej zapisanego w „Polityce energetycznej Polski do 2040 roku”.

– W dzisiejszej polityce energetycznej atomowej jest dość jasno zapisane, że to państwo ma być instytucjonalnym decydentem, operatorem, wykonawcą polskiego programu jądrowego. Kontakty z dużym amerykańskim dostawcą nie wykluczają kontaktów firm prywatnych z dostawcami np. małych reaktorów czy innych technologii – mówi prezes ISE.

Strony mają do końca roku opracować plan rozwoju elektrowni jądrowej opartej na koreańskiej technologii APR1400, przygotować wstępne analizy warunków geotechnicznych, sejsmicznych i środowiskowych, a także kosztów związanych z realizacją projektu i jej harmonogram.

Energetyka jądrowa ma być w Polsce podstawą i uzupełnieniem dla niestabilnych źródeł OZE, które są uzależnione od warunków atmosferycznych. To zeroemisyjne źródło energii, dlatego rząd zakłada, że pozwoli ono też na realizację unijnych zobowiązań, czyli osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Przede wszystkim energetyka jądrowa ma jednak zwiększyć bezpieczeństwo i suwerenność energetyczną kraju, zapewniając gospodarce to, czego brakuje jej obecnie najbardziej, czyli stabilność dostaw i zróżnicowanie źródeł energii. Jak podkreślił w Seulu Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, energetyka jądrowa jest w polskich warunkach niezbędna, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Inicjatywa ZE PAK i PGE jest niezwykle interesująca, ponieważ realizuje strategiczne cele Polski i Polaków – zapewnienie taniej energii oraz niezależności energetycznej.

 Niezależność energetyczna musi być definiowana w każdym obszarze, począwszy od Jana Kowalskiego, który potrzebuje mieć tanią, ciepłą zimę i zapewnione podstawowe potrzeby w postaci możliwości włączenia telewizora, kuchenki mikrofalowej, naładowania komputera czy być może samochodu, a skończywszy na przemyśle i całej gospodarce, która ciągle jest definiowana jako wysoce energetyczna, czyli potrzebuje dużo energii. Żebyśmy byli konkurencyjni, to musimy mieć tę energię stale i tanio – mówi dr inż. Andrzej Sikora.

Budowa dwóch elektrowni jądrowych ma być także impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki. Rząd szacuje, że budowa jednej przyniesie 40 tys. miejsc pracy, a wartość inwestycji realizowanych przez polskie firmy przy tym projekcie sięgnie 130 mld zł. Inwestycje w atom mają też zwiększyć konkurencyjność gospodarki: do 2043 roku krajowy PKB wzrośnie w związku z tymi inwestycjami o ponad 1 proc.

– Patrząc z bardzo technologicznego punktu widzenia, to na węglu czy ropie naftowej na Marsa nie polecimy, a nowe technologie pozwolą nam być cywilizacją nie tylko ziemską, ale taką trochę galaktyczną. Więc nowe pokolenie bezwzględnie potrzebuje nowej energii – mówi prezes ISE.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Bankowość

Szybko wyprzedawane mieszkania dużym problemem dla nabywców. Nowa aplikacja pomoże im śledzić na bieżąco ogłoszenia z portali

W ubiegłym roku oferta mieszkań na polskim rynku była nawet o 1/5 niższa niż w poprzednim. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego szacują, że w całym 2024 roku liczba mieszkań oddanych do użytkowania będzie najniższa od kilku lat. Ta niska podaż przekłada się nie tylko na rosnące ceny, ale też na proces poszukiwania własnego M. Kupujący mają coraz większy kłopot ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie lokum. Na rynku działa kilkanaście dużych portali z ogłoszeniami, ale taka liczba serwisów wcale nie ułatwia poszukiwań. W rozwiązaniu tego problemu mogą pomóc narzędzia technologiczne, które znacznie upraszczają poszukiwania i proces wyboru własnego mieszkania. Takie zadanie ma debiutująca właśnie na polskim rynku aplikacja Erevie.

Transport

Związki domagają się zmian na kolei. Problemem jest rozdrobnienie rynku i nieefektywne zagospodarowanie czasu pracy maszynistów

W spółkach kolejowych od tygodni trwają strajki maszynistów, którzy domagają się przede wszystkim wyższych płac, ale wśród postulatów związkowców są też inne. – Bardzo mocno doskwierają nam też kwestie bezpieczeństwa ruchu kolejowego, nacisków na zwiększenie czasu pracy, pracę w nadgodzinach, duże obciążenia tego środowiska – wymienia Leszek Miętek, prezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce. Jak wskazuje, od lat mówi się o tym, że przewoźnicy kolejowi borykają się z problemem niedoboru maszynistów, ale w tej chwili problemem jest raczej nieefektywne zagospodarowanie ich czasu pracy. – Średnio 40 proc. czasu maszyniści poświęcają na to, do czego zostali przeszkoleni – zauważa ekspert.

Prawo

Prace nad unijnym AI Act na finiszu. W kwestii regulacji sztucznej inteligencji USA czy Chiny nie podążą ścieżką Europy

AI Act, czyli unijny akt o sztucznej inteligencji, ma w założeniu zmienić cyfrowy krajobraz Europy, kategoryzując narzędzia SI według poziomów ryzyka oraz nakładając nowe obowiązki na rządy i firmy. Eksperci zwracają jednak uwagę, że akt odnosi się w swoim zasięgu tylko do poszczególnych, krytycznych obszarów związanych z funkcjonowaniem SI. Ma regulować kwestie takie jak m.in. sprawa deepfake’ów, biometrii czy social scoringu. Regulacja jest przede wszystkim odpowiedzią na pojawiające się nowe i coraz bardziej zaawansowane modele generatywnej sztucznej inteligencji. Ostatnim przykładem takiego rozwiązania jest Sora od OpenAI – narzędzie do tworzenia filmów. Prawdopodobnie unijne prawo nie będzie jednak inspiracją dla prawodawców w USA czy Azji.

Partner serwisu

Instytut Monitorowania Mediów

Szkolenia

Akademia Newserii

Akademia Newserii to projekt, w ramach którego najlepsi polscy dziennikarze biznesowi, giełdowi oraz lifestylowi, a  także szkoleniowcy z wieloletnim doświadczeniem dzielą się swoją wiedzą nt. pracy z mediami.