Newsy

Kluczowy moment dla prawyborów prezydenckich w USA. O poparciu decydują kwestie gospodarcze i głosy mniejszości

2024-03-05  |  06:25

Do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych pozostało nieco ponad osiem miesięcy. Jak na razie nie ma wątpliwości, że to Donald Trump uzyska nominację Partii Republikańskiej i zmierzy się w wyścigu do Białego Domu z obecnym prezydentem Joe Bidenem. Dotychczasowe sondaże – pomimo 90 ciążących na nim zarzutów karnych – dają mu równe szanse, nawet lekką przewagę. Ogólnokrajowe badanie zarejestrowanych wyborców, przeprowadzone pod koniec lutego br. przez „The New York Times” i Siena College, pokazało, że gdyby wybory odbywały się teraz, Trump wygrałby je z 5-proc. przewagą głosów. – Wyborcy Donalda Trumpa są nimi przede wszystkim dlatego, że są sfrustrowani, źli, mają dosyć Waszyngtonu, chcą komuś dokopać, chcą pokazać swoją frustrację. I to jest jego siła, on jest głosem tych ludzi – mówi amerykanista dr hab. Bohdan Szklarski.

– Nominacja republikańska Donalda Trumpa jest przesądzona, natomiast jego powrót do władzy w listopadzie to jeszcze – mówiąc kolokwialnie – na dwoje babka wróżyła. To będą wybory, w których różnica między Trumpem i Bidenem nie będzie duża i ktokolwiek dzisiaj odważyłby się przewidywać, jaki będzie wynik, wróży z fusów – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Bohdan Szklarski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Ośrodka Studiów Amerykańskich.

W ostatni weekend Donald Trump wygrał – z mocną przewagą nad swoją główną rywalką, byłą gubernatorką Karoliny Południowej Nikki Haley – prawybory w Michigan, Missouri i Idaho, wzmacniając swoje szanse na otrzymanie nominacji Partii Republikańskiej w listopadowych wyborach prezydenckich w USA. Pomimo że Nikki Haley wygrała niedzielne prawybory w Waszyngtonie, odnosząc tym samym swoje pierwsze zwycięstwo, to były prezydent wciąż wydaje się niemal pewnym kandydatem republikanów do startu w wyborach – do tej pory zdobył głosy 247 delegatów Partii Republikańskiej, podczas gdy Nikki Haley ma ich 24. Kolejną ważną datą w przedwyborczym kalendarzu jest 5 marca, czyli tzw. superwtorek, kiedy prawybory odbywają się jednocześnie w 16 stanach, a do zdobycia są 874 głosy delegatów na konwencję Partii Republikańskiej, która ostatecznie wybierze kandydata na prezydenta. 

Jak na razie sondaże nie pozostawiają jednak wątpliwości, że to Trump będzie w listopadzie walczył o Biały Dom z Joe Bidenem, co więcej, dają mu także lekką przewagę. Ogólnokrajowe badanie zarejestrowanych wyborców, przeprowadzone pod koniec lutego br. przez „The New York Times” i Siena College pokazało, że gdyby wybory odbywały się dziś, Biden z 43-proc. poparciem pozostałby w tyle za Trumpem i jego 48-proc. poparciem.

– W tych amerykańskich stanach, gdzie nie jesteśmy w stanie stwierdzić, że one są jednoznacznie republikańskie ani demokratyczne – a takich jest dzisiaj 10 spośród 50 – w większości Donald Trump idzie na równo z Bidenem albo ma lekką przewagę. Ale tak naprawdę prawdziwa kampania wyborcza się jeszcze nie rozpoczęła i dopiero w ogniu tej walki – o ile w przypadku tych dwóch starszych panów można w ogóle mówić o ogniu – zobaczymy, który z nich przekona niedużą grupę niezdecydowanych wyborców, na kogo głos mają oddać – mówi amerykanista z UW. – Czy Biden zdoła wystraszyć potencjalnych wyborców Trumpa, że jego powrót do władzy będzie oznaczać ogromne zawirowania w amerykańskiej demokracji i podważenie reguł tradycji, kultury politycznej? Czy Biden przekona wyborców – statystyki go w tym wspierają – że gospodarka idzie w dobrym kierunku. Z drugiej strony Donald Trump musi znaleźć dodatkową grupę ludzi, którzy nie uwierzą w przyszłość pod rządami Bidena i będą skłonni zaryzykować oddanie władzy Trumpowi mimo wszystkich złych rzeczy, które będzie się o nim mówić przez kolejnych kilka miesięcy. Musi przekonać ludzi, że wybór jego na stanowisko to jest powrót do złotych lat 2017–2019 sprzed pandemii i dlatego wart jest głosu.

Na byłym prezydencie, który ponownie ubiega się o nominację republikanów, wciąż ciąży ponad 90 zarzutów karnych. W połowie lutego br. Trump został też skazany nieprawomocnym wyrokiem na grzywnę w wysokości 355 mln dol. za oszukiwanie banków odnośnie do wartości jego nieruchomości i sztuczne zawyżanie ich cen w oświadczeniach majątkowych, aby móc pożyczać duże sumy na preferencyjnych warunkach. Sąd wydał mu także trzyletni zakaz kierowania przedsiębiorstwami i zaciągania pożyczek, ale Trump już zapowiedział apelację od tego wyroku. Poza tym wciąż toczą się przeciwko niemu postępowania w innych sprawach, dotyczących m.in. nieprawidłowości w poprzednich wyborach prezydenckich w 2020 roku. Jednak ekspert ocenia, że nie powinno to w dużym stopniu zaszkodzić jego kandydaturze.

– Kwestie sądowe trzeba uwzględnić w wyborczej kalkulacji – ale nie dlatego, że wyrok sądowy miałby uniemożliwić Trumpowi ubieganie się o urząd. Takiego wyroku, który zakazałby mu startować w wyborach, nie będzie – mówi dr hab. Bohdan Szklarski.

Sąd Najwyższy USA w poniedziałek orzekł, że Donald Trump nie może być wykluczony ze startu w wyborach bez uprzedniej decyzji Kongresu. Unieważnił tym samym decyzję władz kilku stanów o wykluczeniu byłego prezydenta z prawyborów, powołujących się na udział Trumpa w powstaniu przeciwko państwu. W ten sposób określiły one zachęcanie swoich zwolenników do ataku na Kapitol 6 stycznia 2021 roku.

– Patrząc z punktu widzenia wyborców na te 91 z zarzutów pod adresem Donalda Trumpa i pięć spraw sądowych, niektóre już przegrane, jakieś apelacje, sprawy od molestowania seksualnego, nieumiejętnego zarządzania dokumentami po nawoływanie do obalenia systemu – bo taki jest zakres zarzutów pod adresem Trumpa – to powoduje raczej wzruszenie ramionami i reakcję: „no i co z tego?”. Te sprawy nie zaszkodzą Donaldowi Trumpowi, nawet jeżeli zapadnie w nich wyrok skazujący, ponieważ on umiejętnie kreuje wizję siebie jako ofiary systemu. I ta jego umiejętność kreowania wizerunku jest naprawdę godna podziwu – ocenia ekspert.

Jednym z kluczowych tematów w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA będą z pewnością kwestie gospodarcze. Jednak mimo że wzrost amerykańskiej gospodarki w ubiegłym roku przyspieszył, to według lutowego sondażu „The New York Timesa” i Siena College tylko co czwarty wyborca ​​uważa, że ​​kraj zmierza we właściwym kierunku. Większość uważa, że ​​gospodarka jest w złym stanie. Odsetek tych, którzy czują się pokrzywdzeni przez politykę Joe Bidena, jest dwa razy wyższy niż tych, którzy deklarują, że na niej skorzystali. Natomiast odsetek wyborców, którzy zdecydowanie nie aprobują jego sposobu sprawowania urzędu, sięgnął 47 proc., czyli więcej niż w sondażach Timesa w jakimkolwiek momencie jego prezydentury. Analitycy wskazują, że stanowi to dla urzędującego prezydenta sygnał ostrzegawczy w kwestiach dotyczących słabości Demokratów, w tym wśród wyborców kobiet, osób rasy czarnej i latynoskiej.

Wyborcy Donalda Trumpa są nimi przede wszystkim dlatego, że są sfrustrowani, źli, mają dosyć Waszyngtonu, chcą komuś dokopać, chcą pokazać swoją frustrację. I to jest jego siła, on jest głosem tych ludzi, którym nie podoba się „amerykańska Warszawka”, czyli Waszyngton, to bagno, które miał osuszyć i mu się to nie udało, ale jeszcze przez cztery lata prosił, żeby dostać na to jeszcze jedną szansę. I dlatego część ludzi na niego głosuje. Są wśród nich bogaci i biedni, związkowcy i rolnicy, kobiety i mężczyźni, młodzi i starzy, czarni i biali. Wspierająca go koalicja jest dość różnorodna, oczywiście z ogromną przewagą białych Amerykanów, ale przepływ głosów ze strony Afroamerykanów i Latynosów w stronę Donalda Trumpa też jest zauważalny – podkreśla ekspert Ośrodka Studiów Amerykańskich UW. – Demokraci może za bardzo biorą za pewnik poparcie czarnych Amerykanów i Latynosów. Wyniki wyborów z 2020 roku każą im zacząć na ten temat myśleć tak, jak dzisiaj intensywnie myślą na temat poparcia muzułmanów amerykańskich, którzy właśnie dali znać w Michigan, nie wspierając Joe Bidena tak jak pozostali wyborcy demokratyczni w czasie prawyborów. To jest dość silny sygnał dla Bidena, że nie wolno żadnej mniejszości brać jako pewnik.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Konkurs Polskie Branży PR

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Handel

Od przyszłego roku akcyza na e-liquidy ma wzrosnąć o 75 proc. To trzy razy więcej niż na tradycyjne papierosy

 Na rynku e-liquidów mamy największą szarą strefę, z którą fiskus niezbyt dobrze sobie radzi. Gwałtowna podwyżka akcyzy nie pomoże w rozwiązaniu tego problemu, tylko go spotęguje – mówi Piotr Leonarski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich. Krajowi producenci płynów do e-papierosów zaapelowali już do ministra finansów o rewizję planowanych podwyżek akcyzy na wyroby tytoniowe. W przypadku e-liquidów ma być ona największa i w 2025 roku wyniesie 75 proc. Branża podkreśla, że to przyczyni się do jeszcze większego rozrostu szarej strefy, a ponadto będzie zachętą dla konsumentów, żeby zamiast korzystać z alternatyw, wrócili do palenia tradycyjnych papierosów.

Infrastruktura

Zielone zamówienia publiczne stanowią dziś zaledwie kilka procent rynku. Rządowy zespół ma opracować specjalne kryteria dla nich

Zielone zamówienia publiczne stają się w ostatnich latach coraz bardziej powszechną praktyką, choć w Polsce odpowiadają za kilka procent ogólnej liczby zamówień. Duży nacisk na ten aspekt, w postaci nowych regulacji i wytycznych, kładzie także Unia Europejska. Dlatego też w maju br. zarządzeniem prezesa Rady Ministrów został powołany specjalny rządowy zespół, którego zadaniem będzie uwzględnienie aspektów środowiskowych w polskim systemie zamówień publicznych oraz opracowanie wytycznych dla zamawiających. – Ważne, żeby te opracowywane kryteria były dostosowane do realiów polskiego rynku – wskazuje Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

IT i technologie

Boom na sztuczną inteligencję w ochronie zdrowia ma dopiero nastąpić. Wyzwaniem pozostają regulacje i zaufanie do tej technologii

Sztuczna inteligencja ma potencjał, żeby zrewolucjonizować podejście do profilaktyki, diagnostyki i leczenia pacjentów, jednocześnie redukując ich koszty. W globalnej skali wartość rynku rozwiązań opartych na AI w opiece zdrowotnej rośnie lawinowo – w ub.r. wynosiła ponad 32 mld dol., ale do 2030 roku ta kwota ma się zwiększyć ponad sześciokrotnie. Również w Polsce narzędzia bazujące na AI zaczynają być wdrażane coraz szerzej, choć – jak wynika z lipcowego raportu SGH – prawdziwy rozwój potencjału sztucznej inteligencji w polskiej branży ochrony zdrowia ma dopiero nastąpić. Warunkiem jest stworzenie stabilnego i bezpiecznego środowiska dla rozwoju tej technologii, opartego na regulacjach prawnych i zaufaniu wszystkich interesariuszy.

Partner serwisu

Instytut Monitorowania Mediów

Szkolenia

Akademia Newserii

Akademia Newserii to projekt, w ramach którego najlepsi polscy dziennikarze biznesowi, giełdowi oraz lifestylowi, a  także szkoleniowcy z wieloletnim doświadczeniem dzielą się swoją wiedzą nt. pracy z mediami.