Newsy

W 2022 roku zmienią się zasady urlopu rodzicielskiego. Unijne przepisy wymuszą przebudowę Kodeksu pracy

2021-05-07  |  06:20

Polska ma czas do sierpnia przyszłego roku, aby wdrożyć zapisy unijnej dyrektywy work–​life balance. Regulacja, która dotyczy równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, wprowadzi ważne zmiany dla rodziców i wymusi przebudowę Kodeksu pracy. Jedną z najważniejszych będzie modyfikacja uprawnień ojców w zakresie korzystania z urlopów rodzicielskich. Ma ona pozwolić kobietom na łatwiejszy powrót do obowiązków zawodowych po urodzeniu dziecka. Wdrożenia unijnego prawa w Polsce będzie pilnować powołana w styczniu przez Fundację Share The Care Rada Programowa, w skład której wchodzą ekonomiści, prawnicy, psycholodzy i socjolodzy, politycy, przedstawiciele biznesu oraz organizacji pozarządowych.

– Celem dyrektywy work–life balance jest wyrównywanie szans kobiet na rynku pracy poprzez promowanie partnerskiego modelu rodziny. Według badania CBOS z ubiegłego roku taki model popiera aż 58 proc. Polaków – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Andrian, prezeska Fundacji Share The Care. – Rodzicielstwo niewątpliwie wiąże się z korzyściami, lecz także z kosztami, których większość obecnie ponoszą kobiety. Kiedy urodzą dziecko, wiąże się to dla nich z nieobecnością w pracy. Ma to też konsekwencje w postaci spadku dynamiki wynagrodzeń, pomijania przy awansach czy niższej emerytury. Czasami prowadzi do tego, że kobiety w ogóle decydują się na zaprzestanie aktywności zawodowej i wychodzą z rynku pracy. Ta dyrektywa ma temu zapobiec poprzez rozłożenie kosztów związanych z rodzicielstwem na oboje rodziców.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1158 w sprawie równowagi między życiem zawodowym i prywatnym rodziców i opiekunów została przyjęta w czerwcu 2019 roku. Państwa członkowskie UE muszą zaimplementować ją do 2 sierpnia 2022 roku, co oznacza istotne zmiany w polskim Kodeksie pracy. Nowa regulacja zawiera wiele rozwiązań dotyczących uprawnień rodzicielskich, np. w zakresie urlopu ojcowskiego, rodzicielskiego i elastycznej organizacji czasu pracy. Część z nich – jak np. 10-dniowy urlop ojcowski z okazji narodzin dziecka – funkcjonuje już w polskim prawodawstwie. Dużą zmianą będzie natomiast wprowadzenie modyfikacji dotyczących uprawnień ojców w zakresie korzystania z urlopów rodzicielskich.

 Pierwszą główną zmianą jest nadanie ojcom indywidualnego prawa do urlopu rodzicielskiego w wymiarze czterech miesięcy. Obecnie jeżeli kobieta nie ma prawa do urlopu rodzicielskiego, bo np. nie jest zatrudniona na umowę o pracę, nie może tego prawa przekazać ojcu dziecka. Tym samym nie może on być na urlopie rodzicielskim. Natomiast po zmianach jego indywidualne prawo do urlopu rodzicielskiego będzie już niezależne od prawa kobiety. Druga zmiana to zablokowanie dwóch miesięcy jako nietransferowanych, co oznacza, że dwa miesiące urlopu rodzicielskiego zostaną zablokowane wyłącznie dla ojca. Jeśli tata dziecka z nich nie skorzysta, przepadną, nie będzie można przekazać ich matce – wyjaśnia Karolina Andrian.

W Polsce urlop rodzicielski w wymiarze 32 tygodni (na jedno dziecko) przysługuje obecnie na tych samych zasadach obojgu rodzicom, którzy mogą podzielić się nim zgodnie z potrzebami i preferencjami. Jednak w praktyce najczęściej cały urlop wykorzystują matki. Dyrektywa work–life balance ma zwrócić uwagę na potrzebę zaangażowania się ojców w opiekę nad dziećmi w tym pierwszym okresie życia i zachęcić ojców do korzystania z urlopu rodzicielskiego, a tym samym ułatwić kobietom szybszy powrót na rynek pracy. 

– Te zmiany z pewnością spowodują, że model polskiej rodziny zmieni się na bardziej partnerski, w którym potrzeby obu stron są na równi zaspokojone. Mężczyznom pozwoli to iść na urlop rodzicielski i zobaczyć, co to znaczy „siedzieć w domu z dzieckiem”. Z kolei kobietom pozwoli poczuć presję związaną z koniecznością utrzymania rodziny, którą obecnie czują mężczyźni. Taka wymiana perspektyw buduje kapitał, z którego pary mogą potem korzystać, ponieważ lepiej się rozumieją. Partnerstwo pozwala też budować tzw. związek z wyboru, który jest wolny od stereotypów płciowych i który w większym stopniu odpowiada duchowi naszych czasów – mówi prezeska Fundacji Share The Care.

Nowe przepisy obejmą tylko pracowników zatrudnionych na umowę o pracę lub pozostających w innym stosunku pracy określonym przez prawo. 

– Dyrektywa dość wyraźnie określa też, jakie elementy muszą zostać wdrożone, chociaż pozostawia krajom członkowskim pewną swobodę w implementacji. Z pewnością ważne jest to, żeby nie pogorszyć obecnej sytuacji rodziców – zapewnia Karolina Andrian. 

W dłuższej perspektywie nowa regulacja ma się przyczynić do zmniejszenia luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz wyrównania szans obu płci na rynku pracy. Prezeska Fundacji Share The Care zauważa jednak, że wdrożenie nowych przepisów wiąże się nie tylko ze zmianami legislacyjnymi, lecz także kulturowymi i społecznymi.

– W ostatnich latach jesteśmy świadkami dużych zmian społecznych zachodzących w rodzinie. Mężczyźni nie chcą już być postrzegani tylko jako żywiciele rodziny. Chcą być zaangażowanymi ojcami, chcą mieć czas na to, żeby budować relacje ze swoimi dziećmi. Ta dyrektywa temu sprzyja, ponieważ buduje równość na rynku pracy i w domu, na czym korzystają kobiety, mężczyźni i dzieci, o których często w tym temacie zapominamy. W ciągu ostatnich 10 lat o 12 pkt proc. wzrosło poparcie Polaków dla partnerskiego modelu rodziny, w którym oboje rodziców pracują oraz w równym stopniu zajmują się dziećmi i wykonują obowiązki domowe. Pracodawcy też już dostrzegają te trendy i budują kulturę organizacyjną, która sprzyja równości rodzicielskiej – mówi.

Fundacja Share The Care powołała w styczniu tego roku Radę Programową, w której skład wchodzą ekonomiści, prawnicy, psycholodzy i socjolodzy, politycy, przedstawiciele biznesu oraz organizacji pozarządowych. Jej celem jest wypracowanie rekomendacji dla Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Finansów dotyczących optymalnego wariantu wdrożenia nowej dyrektywy pod kątem korzyści i kosztów.

– Naszym celem jest wdrożenie tej dyrektywy bez opóźnień – do sierpnia 2022 roku – i stworzenie takich regulacji prawnych, które będą sprzyjać ojcom w korzystaniu z ich praw. Chcemy, żeby stworzone przez nas prawo nie było martwe, żeby polskie rodziny chętnie z niego korzystały – podkreśla prezeska fundacji.

Jak wynika z grudniowego raportu PARP („Rynek pracy, edukacja, kompetencje”), w Polsce różnica pomiędzy poziomem zatrudnienia wśród kobiet i mężczyzn w 2019 roku wyniosła 14,2 pkt proc. Stopa zatrudnienia wynosiła nieco ponad 75 proc. dla mężczyzn i 61 proc. dla kobiet. W skali całej UE w 2018 roku różnica w poziomie zatrudnienia ze względu na płeć kosztowała Europę ponad 320 mld euro, co odpowiada ok. 2,4 proc. unijnego PKB. Luka w zatrudnieniu pomiędzy mężczyznami i kobietami ma też znaczący wpływ na ich jakość życia i bezpieczeństwo finansowe. Tę sytuację pogorszyła jeszcze pandemia COVID-19, ponieważ lockdowny i zachwianie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym dotkliwiej odczuły kobiety. Obowiązki wobec rodziny uniemożliwiły większej liczbie kobiet (24 proc.) niż mężczyzn (13 proc.) poświęcenie czasu na pracę.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Transport

Pierwszy na świecie pasażerski pociąg wodorowy może być produkowany w Polsce. Od przyszłego roku zacznie regularnie kursować w Niemczech

Produkowany w fabrykach Alstomu w Niemczech i Polsce Coradia iLint to pierwszy na świecie pasażerski pociąg z napędem wodorowym. To cichy i bezemisyjny pojazd, który emituje tylko wodę i parę wodną. Na zakup pociągów na wodór zdecydowały się już Niemcy, Austria, a także Francja i Włochy. Jeśli spłynęłyby także zamówienia z Polski, takie pojazdy mogłyby zastąpić pociągi o tradycyjnym napędzie. Dla Polski, której 74 proc. transportu kolejowego nadal opiera się na węglu, a duża część tras wciąż pozostaje niezelektryfikowana, wykorzystanie wodoru na kolei to szansa na znaczące redukcje emisji CO2, ale i szansa w globalnym wyścigu technologii wodorowych. Pojazd właśnie zadebiutował na polskich torach podczas testów eksploatacyjnych na torze koło Wrocławia.

Konsument

Złamana noga czy zapalenie wyrostka robaczkowego na zagranicznych wakacjach mogą kosztować kilkadziesiąt tysięcy euro. Odpowiednia polisa turystyczna pokryje te koszty

Mimo pandemii COVID-19 79 proc. Polaków planuje do końca sierpnia tego roku wyjechać na wakacje, a około połowy z nich wybierze podróż za granicę – wynika z raportu opublikowanego przez Europejską Komisję Podróży. Na tle innych europejskich nacji Polacy są największymi optymistami, jeśli chodzi o ryzyka związane z zagranicznymi wyjazdami. Warto jednak zainwestować w polisę turystyczną, która pozwoli – w razie potrzeby – przełożyć podróż na inny termin, a w razie choroby czy wypadku zapewni pomoc medyczną i pokryje jej koszty. W niektórych krajach koszty leczenia przykładowo w przypadku zapalenia wyrostka robaczkowego albo złamania nogi mogą sięgać kilkudziesięciu tysięcy euro. Warto się upewnić, czy polisa zawiera też ochronę na wypadek zarażenia koronawirusem.

Handel

Handel podrobionymi lekami dotyczy głównie aptek internetowych. W dobie COVID-19 skala fałszerstw wzrosła

Wartość podrabianych produktów farmaceutycznych w globalnym obrocie opiewa na 4 mld euro, a proceder ten jest napędzany przez silny popyt, wysokie marże zysku i niskie ryzyko wykrycia. Z raportu Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że liczba fałszywych lub wadliwych leków w obiegu wzrosła wraz z rozwojem aptek internetowych i rynku przesyłek – 96 proc. wszystkich skonfiskowanych podróbek znajdowało się właśnie w paczkach lub listach. Najczęściej były to antybiotyki i suplementy. W czasie pandemii pojawiły się także fałszywe testy, a nawet szczepionki na COVID-19.

Media i PR

Większość polskich internautów nie chce płacić za treści dostępne w sieci. Akceptowalna opłata to 10–20 zł miesięcznie

Ponad 80 proc. Polaków korzystających z internetu uważa, że treści dostępne w sieci powinny być bezpłatne, a 22 proc. jest gotowych płacić, ale za ograniczenie liczby wyświetlanych reklam – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Nie sprzyja to rozwojowi modeli subskrypcyjnych na rynku mediów, ale pod znakiem zapytania stawia także model biznesowy oparty na bezpłatnych treściach finansowanych z wpływów reklamowych. Jak podkreślają eksperci, dalszy scenariusz zależy od rozwoju rynku reklamy internetowej. W optymistycznym scenariuszu z płatnych serwisów informacyjnych za cztery lata będzie korzystać nawet połowa internautów.