Newsy

Zamówienia na wynos napędziły zapotrzebowanie na usługi dostawcze. Mocno zyskują na tym trendzie skutery elektryczne

2021-04-27  |  06:20

Liczba elektrycznych skuterów na minuty dostępnych w polskich miastach zmniejszyła się w wyniku pandemii o 19 proc., czego powodem była mniejsza mobilność Polaków. To nie oznacza jednak, że na ulicach znacząco ubyło tych pojazdów. Zamknięcie restauracji i duża popularność zamawiania jedzenia na wynos spowodowały bowiem, że skutery są częściej wykorzystywane przez dostawców posiłków. – Myślę, że to pozostanie z nami dłużej i także po pandemii część konsumentów będzie zamawiać jedzenie z dostawą do domu – mówi Łukasz Banach, współzałożyciel Hop.City. Przekonuje, że rozwój rynku food delivery będzie sprzyjał coraz szerszemu wykorzystaniu skuterów elektrycznych w polskich miastach.

Z raportu opublikowanego przez Stowarzyszenie Mobilne Miasto pt. „Stress test zaliczony. Mikromobilność w Polsce 2020” wynika, że rynek pojazdów wypożyczanych na minuty wyszedł obronną ręką z pandemicznego kryzysu, choć spadki mobilności mieszkańców sięgały w niektórych okresach kilkudziesięciu procent. W segmencie elektrycznych skuterów wynajmowanych na minuty pandemia spowodowała wprawdzie zmniejszenie oferty, jednak miało ono stosunkowo niewielką skalę. Pod koniec października 2020 roku w Polsce dostępnych było łącznie 1,7 tys. e-skuterów na minuty oferowanych w 23 miejscowościach. Najwyższa podaż przypadła na lipiec, kiedy liczba dostępnych skuterów zbliżyła się do 1,9 tys. Było to o 19 proc. mniej niż w szczycie poprzedniego sezonu, co można uznać za skalę wpływu pandemii na ten segment rynku sharingowego. Mniejsze wykorzystanie pojazdów przez mieszkańców miast udało się zrekompensować w branży dostaw posiłków.

Segment food delivery charakteryzuje się w pandemii bardzo ciekawą dynamiką. W marcu 2020 roku, kiedy wszyscy rzucili się do sklepów robić zapasy, w branży dostaw jedzenia było widać bardzo duże załamanie. Część osób spodziewała się krótkotrwałego zamknięcia restauracji, więc konsumowała zapasy i nie zamawiała jedzenia w restauracjach z dowozem do domu. Natomiast okazało się, że pandemia szybko nie minie i obecnie dużo więcej osób zamawia jedzenie na wynos. To widać zarówno w liczbie, jak i wartości zamówień – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Banach.

Jak wynika z danych Pizza Portal, jeszcze przed pandemią rynek dostaw jedzenia na wynos rósł w tempie 40 proc. rocznie. Pandemia i zamknięcie lokali z pewnością tę dynamikę przyspieszyło. Z raportu „#FoodDelivery2020” (Rebel Tang, Glovo, PepsiCo, Kraft Heinz) wynika, że 97 proc. internautów w ubiegłym roku co najmniej raz zamówiło jedzenie z dowozem, a 67 proc. przyznaje, że korzystało z tej opcji znacznie częściej niż przed pandemią. Na trendzie tym zyskują szczególnie tzw. dark kitchen, czyli koncepty skupiające kilka restauracji z opcją dostawy do domu.

Zmiana zachowań konsumentów wynika z kilku czynników. Po pierwsze, podobnie jak w e-commerce ludzie przyzwyczaili się do zamówień zdalnych, a po drugie, podczas zamknięcia lokali, które trwa nieprzerwanie od końca października, to jedyna metoda na skorzystanie z oferty dań restauracyjnych. Jest to także sposób na podratowanie ulubionych restauracji w kryzysowym dla nich czasie.

Zapotrzebowanie na skutery elektryczne i na inne pojazdy w tzw. ostatniej mili w branży food delivery w czasie pandemii bardzo wzrosło. W przypadku dostaw jedzenia czy też innych niewielkich towarów mówimy głównie o dwóch rodzajach pojazdów: o skuterach i rowerach. One są w pewien sposób równoważne dla siebie, w zależności od tego, w jakiej strefie miasta, jakiej gęstości zaludnienia są wykorzystywane. Proporcjonalnie do liczby zamówień, która wzrosła o kilkadziesiąt procent, zwiększyło się także zapotrzebowanie na skutery elektryczne – dodaje współzałożyciel Hop.City, dostawcy skuterów elektrycznych do firm.

Wraz z rosnącym popytem na rynku pojawił się szereg nowinek. To m.in. takie usprawnienia jak oferta szybkich, 15-minutowych dostaw czy tzw. wirtualne brandy, koncepty przystosowane tylko do gotowania dań na wynos, bez sal obsług gości.

Coraz więcej firm zaczyna traktować dostawy jedzenia nie jako metodę na przeżycie, tylko opcję na dłużej – wymyśla różnego rodzaju innowacje, udogodnienia, nowe pomysły, dostosowując się do tej nowej rzeczywistości. Nowinki dotyczyły także przystosowania naszych pojazdów czy systemu zamówień pod usługi dostaw jedzenia. To lepsze zarządzanie pojazdami, dodatkowe akcesoria, które zwiększają jakość i utrzymują temperaturę dowożonego jedzenia, zwiększają pojemność przestrzeni, w której można jedzenie przewozić – wymienia Łukasz Banach.

Działanie w czasach restrykcji epidemicznych spowodowało z kolei wdrożenie procedur bezpieczeństwa, które mają ograniczać ryzyko przenoszenia koronawirusa. Wśród nich jest m.in. codzienne dezynfekowanie pojazdów, stosowanie czepków, maseczek i rękawic ochronnych.

Staraliśmy się wyeliminować częsty kontakt osoby dowożącej z miejscem, z którego wypożycza pojazd. Przygotowaliśmy taki system, który podobnie jak w przypadku sharingu różnego rodzaju pojazdów jest bezkontaktowy, czyli nie trzeba przychodzić w jedno skupisko, w którym bierzemy dany pojazd, można go wziąć bez kontaktu z inną osobą – podkreśla współzałożyciel Hop.City. – Druga kwestia to różnego rodzaju urządzenia, które kierowcy mogą nosić na sobie lub są zamontowane do pojazdu i które służą do pomiaru ich parametrów zdrowotnych, np. czy nie ma gorączki i jaka jest wydolność jego organizmu.

Jak wynika z raportu „Pandemia a współdzielona mobilność” autorstwa Digital Poland, Straal oraz Visy, segment współdzielonych skuterów ma największy potencjał wzrostu. O ile jeszcze w 2018 roku w systemie sharingowym skorzystało z nich tylko 5 proc. uczestników badania, o tyle w 2020 roku było to już 14 proc.

Skutery elektryczne wciąż dobrze się sprawdzają w segmencie konsumenckim. Jest to szybka metoda przemieszczania się codziennie do pracy lub na zakupy. Przy dobrej pogodzie jazda skuterem elektrycznym to także przyjemność i jednocześnie ekologia. Natomiast w dostawach jedzenia skuter to obok roweru najefektywniejszy środek transportu z uwagi na koszty i czas. Koszt przejechania 100 km wynosi 2 zł – przekonuje ekspert. – Czy pandemia długoterminowo wpłynie na dostawy jedzenia? Naszym zdaniem tak, ponieważ zwyczaje konsumenckie kształtują się na dłużej, choć zapewne część osób wróci do spotkań i konsumpcji w restauracjach i barach.

Z tego powodu usługi dla biznesu będą stanowiły coraz ważniejszą część działalności takich firm jak Hop.City.

– W Hop.City mamy obecnie dwie nogi biznesowe: sharing pojazdów dla osób indywidualnych i usługi biznesowe. Ten ostatni w pandemii zaczął się dynamicznie rozwijać, ale czy tak będzie w przyszłości, nie wiemy. Możemy jednak powiedzieć, że usługi dla biznesu są dla nas zdecydowanie bardziej istotne niż rok temu. Jesteśmy z nimi w tej chwili na pięciu zagranicznych rynkach i to nie jest na pewno nasze ostatnie słowo w tym roku – podsumowuje Łukasz Banach.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Kalendarium

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Przemysł

Min. Aktywów Państwowych: fuzja Orlenu, Lotosu i PGNiG zwiększy możliwości inwestowania w morskie farmy wiatrowe. Nowy podmiot ma pomóc sprawnie przeprowadzić transformację energetyczną kraju

– Inwestycje w obszarze morskiej energetyki wiatrowej są szacowane na 130 mld zł. Nawet największe z polskich firm, jak Lotos czy PGNiG, nie byłyby w stanie udźwignąć tego typu projektu samodzielnie – wskazuje wiceminister aktywów państwowych Zbigniew Gryglas. Połączenie PKN Orlen, Grupy Lotos i PGNiG ma stworzyć wielki multienergetyczny koncern, którego możliwości inwestycyjne będą dużo większe. To zaś pozwoli rozwijać nie tylko w offshore, lecz także nowe perspektywiczne obszary, jak np. technologie wodorowe. – Fuzja stworzy koncern, który będzie zdolny do przeprowadzenia w skali całego kraju prawdziwej transformacji energetycznej – podkreśla Zbigniew Gryglas.

Farmacja

Około 30 proc. pacjentów z alergią na jad owadów przez pandemię utraciło możliwość odczulania. Sytuację może poprawić refundacja immunoterapii jadami i leczenie ambulatoryjne

Użądlenie osy, szerszenia czy pszczoły zwykle oznacza miejscowy ból i obrzęk, ale dla niektórych osób może skończyć się wstrząsem anafilaktycznym, który zagraża życiu. Jedyną metodą przyczynowego leczenia alergii na jad owadów i uniknięcia ciężkiej reakcji alergicznej jest immunoterapia alergenowa jadami, która jest lekiem ratującym życie. Dziś odczulanie wykonywane jest wyłącznie w warunkach szpitalnych, ale trwają starania, aby móc je prowadzić w warunkach ambulatoryjnych. To poprawiłoby dostęp do terapii polskich pacjentów i znacznie zmniejszyłoby koszty procedur leczenia szpitalnego. – W wyniku przekształcenia szpitali w jednoimienne liczba odczulanych pacjentów zmniejszyła się przynajmniej o 30–40 proc. – alarmuje Grzegorz Baczewski, wiceprezes Fundacji Centrum Walki z Alergią. Aby możliwe było odczulanie pacjentów w warunkach ambulatoryjnych, potrzebna jest jednak refundacja immunoterapii alergenowej jadami typu depot, czyli o przedłużonym uwalnianiu alergenu.

Przemysł

Na Śląsku ruszyło Centrum Testowania Technologii Przemysłu 4.0. To szansa dla małych i średnich firm na sprawdzenie nowych rozwiązań zanim w nie zainwestują

– W całej Europie zmienił się łańcuch dostaw, co jest dla małych i średnich firm olbrzymią szansą. Mogą ją wykorzystać dzięki technologii, jednak żeby chciały pójść tą drogą, musimy im pokazać, że to jest efektywne, przystępne cenowo i opłacalne – podkreśla Artur Pollak, prezes APA Group. Gliwicka spółka uruchomiła właśnie Centrum Testowania Technologii Przemysłu 4.0. Pozwoli ono w praktyce sprawdzić, jak wygląda proces produkcji opartej o nowe technologie, jak np. IoT, big data czy machine learningu, na których opiera się koncepcja przemysłu 4.0.

Polityka

Temat Chin może zdominować środowe rozmowy rosyjsko-amerykańskie. Eksperci nie widzą większych szans na reset w dwustronnych relacjach

– USA z pewnością będą poszukiwały pól do współpracy z Rosjanami, natomiast nie sądzę, żeby spotkanie Bidena z Putinem doprowadziło do resetu. Chyba że Putin wyjdzie i powie: „Joe, idziemy razem na Chiny!” – mówi Jerzy Marek Nowakowski, prezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego. Jak ocenia, rozmowy przywódców USA i Rosji będą głównie dotyczyć Chin, ponieważ cała wizyta amerykańskiego przywódcy upływa pod znakiem przeciągania Europy do wspólnego obozu w rywalizacji z Państwem Środka. W tym kontekście tematy Ukrainy i Białorusi, które z pewnością się pojawią, mogą stać się elementem targów.