| Mówi: | Anna Serafin |
| Firma: | TotalMoney.pl |
Zdolność kredytowa Polaków w ciągu kilkunastu miesięcy spadła o ponad połowę. Rynek spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych
Wzrost stóp procentowych, w reakcji na szybko rosnącą inflację, spowodował szybki wzrost rat już zaciągniętych kredytów o zmiennym oprocentowaniu i spadek zdolności kredytowej tych gospodarstw domowych, które chciałyby z takiego kredytu skorzystać. Wzrost cen wciąż przyspiesza, nie da się więc uniknąć kolejnych podwyżek stóp. Jednak zdaniem Anny Serafin z Totalmoney.pl popyt na kredyty wróci, o ile sytuacja na rynku pracy będzie stabilna, a KNF poluzuje swoje rekomendacje.
– Na zdolność kredytową Polaków zdecydowanie wpłynęły podwyżki stóp procentowych, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. Jak wynika z naszych danych, małżeństwo, które zarabia łącznie 6,4 tys. zł, ma 20-proc. wkład własny i jedno dziecko na utrzymaniu, mogło w kwietniu zeszłego roku pożyczyć średnio w bankach aż 513 tys. zł. Biorąc pod uwagę dane z lipca, ich zdolność kredytowa spadła poniżej 200 tys. zł. Oczywiście te wyniki będą się różnić w zależności od banku, ale możemy wysnuć taki wniosek, że zdolność kredytowa spadła o ponad 50 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Serafin z Totalmoney.pl.
Jest to skutek dwóch składowych: w Polsce kredyty hipoteczne są w zdecydowanej większości uzależnione od rynkowych stóp procentowych, czyli WIBOR-u trzy- lub sześciomiesięcznego, a te w reakcji na rozpędzającą się od roku inflację szybko wzrosły. Do jesieni 2021 roku WIBOR 3M utrzymywał się na poziomie lekko powyżej 0,20 proc., obecnie wynosi 7,15 proc. (stan na 5 września), co jest wartością najwyższą od 20 lat. WIBOR 6M jest jeszcze wyższy – 7,35 proc. Oznacza to automatycznie, że przewidywana rata spłaty kredytu jest znacząco wyższa niż jeszcze rok temu. Przy takich samych lub nieco tylko wyższych nominalnie zarobkach gros zainteresowanych kredytem gospodarstw domowych nie spełnia warunków przyznania kredytu.
Dodatkowo jeszcze Komisja Nadzoru Finansowego wydała wiosną br. nową rekomendację, w której nakazała bankom zakładać 5-proc. bufor na wzrost stóp procentowych przy wyznaczaniu zdolności kredytowej. To dwa razy tyle, co przed zmianą. W dodatku po wyższym od spodziewanego odczycie inflacji za sierpień (16,1 proc. r/r) Rada Polityki Pieniężnej niemal na pewno znów podniesie stopy procentowe na posiedzeniu, które odbędzie się 7 września. Byłaby to 11. podwyżka z rzędu. Sytuacja taka jednak nie będzie trwała w nieskończoność.
– Prawdopodobnie ostatni raz Rada Polityki Pieniężnej podniesie teraz stopy. Możemy się spodziewać, że przez kilka kolejnych miesięcy będzie stabilizacja, a szansa na spadki stóp będą w połowie przyszłego roku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę sytuację z 2020 roku, kiedy stopy były obniżane, to rzeczywiście zdolność kredytowa Polaków rosła, więc możemy przypuszczać, że podobnie będzie i tym razem – zauważa ekspertka.
Spadek zdolności kredytowej przekłada się wyraźnie na sytuację na rynku kredytowym. Z danych BIK SA wynika, że w lipcu zarówno liczba, jak i wartość udzielonych kredytów hipotecznych były mniejsze o ponad 62 proc. w ujęciu rocznym. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy br. w ujęciu liczbowym ten segment odnotował spadek o 36,7 proc., a w wartościowym – o blisko 31 proc.
– Rynek kredytów hipotecznych ma to do siebie, że fluktuuje, czyli po spadkach przychodzą wzrosty, po wzrostach przychodzą spadki. Obecnie przez niekorzystną sytuację na rynku nieruchomości i na rynku kredytów hipotecznych Polacy musieli przesuwać w czasie realizację swoich planów mieszkaniowych, a kiedyś te plany będą musieli zrealizować – zauważa Anna Serafin. – Więc jeśli Komisja Nadzoru Finansowego poluzuje restrykcje udzielania kredytów hipotecznych i sytuacja ekonomiczna w kraju będzie na tyle korzystna, że Polacy będą skłonni pomyśleć o długoterminowym zobowiązaniu, jakim jest kredyt hipoteczny, czyli np. sytuacja na rynku pracy będzie stabilna, to wtedy rzeczywiście możemy się spodziewać, że popyt wróci.
Po gwałtownym wzroście WIBOR-u, a tym samym rat już zaciągniętych kredytów, rząd postanowił zlikwidować ten oparty na kilkumiesięcznych stopach pożyczkowych wskaźnik i zastąpić go jednodniowym (overnight) wskaźnikiem opartym na depozytach międzybankowych. Zmiana ta według zapowiedzi ma wejść w życie od stycznia 2023 roku, choć nie wiadomo, czy ustawodawcy zdążą z pracami w tym terminie. Nie wiadomo także jeszcze nawet, który z kilku proponowanych wskaźników wyznaczanych przez GPW Benchmark zostanie ostatecznie wybrany jako baza do wyznaczania rat kredytów. Sektor bankowy wskazał podczas konsultacji na Warszawski Indeks Rynku Finansowego. Rzeczywiście jest on niższy niż WIBOR, ale różnica ta się kurczy, nie wiadomo więc, czy zmiana zdoła znacząco obniżyć raty kredytów i zwiększyć zdolność kredytową Polaków.
– WIBOR bierze pod uwagę to, co zadzieje się na rynku w przyszłości, czyli jeżeli będą pojawiały się oznaki o stabilizacji czy spadku stóp procentowych, to WIBOR automatycznie będzie spadał. Z kolei WIRF uwzględnia to, co było w przeszłości, i jest podawany codziennie, czyli jeżeli za nami jest rekordowa podwyżka stóp procentowych, to on w perspektywie czasu będzie rósł – tłumaczy ekspertka z Totalmoney.pl. – Jeszcze w maju różnica pomiędzy WIRF-em a WIBOR-em wynosiła 1,65 pkt proc., obecnie jest to 1 pkt proc., czyli się zmniejsza. Możemy przypuszczać, że ta tendencja będzie się utrzymywała, czyli oszczędności dla kredytobiorców z czasem będą maleć.
Czytaj także
- 2026-05-29: Samodzielność finansowa wśród wyznaczników dojrzałości. Polacy zmieniają podejście do polis na życie
- 2026-05-28: Niemal wszyscy młodzi Polacy korzystają ze sztucznej inteligencji. Kompetencje AI otwierają im nowe możliwości i rozwijają ich potencjał
- 2026-05-20: Polacy są zainteresowani cyfrową hipoteką. Kolejny bank przenosi ten proces do aplikacji
- 2026-04-24: Polacy są przywiązani do swojego miejsca zamieszkania. Praca wciąż najczęściej zmusza ich do przeprowadzki
- 2026-04-03: Wzrost cen paliw widoczny w marcowych wskaźnikach. Niepokojąca jest wciąż wysoka inflacja w usługach
- 2026-02-17: 80 proc. środków z programu SAFE dla Polski trafi do przemysłu obronnego. To duża szansa na jego rozwój
- 2026-02-06: TSUE rozstrzygnie 12 lutego pierwszą sprawę dotyczącą wskaźnika WIBOR. Trzy inne są w toku
- 2026-01-20: W 2026 roku będą dominować czynniki ściągające inflacje w dół. Możliwe obniżki stóp procentowych do 3 proc.
- 2026-01-19: Polacy odbudowują swoje oszczędności. Coraz częściej odkładają nie na czarną, ale na białą godzinę
- 2025-12-23: Komisja Europejska walczy z kryzysem dostępności mieszkań. Zapowiada wsparcie dla miliardowych inwestycji w mieszkalnictwo
Kalendarium
Więcej ważnych informacji
Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Finanse

Koszty społeczne chorób znacznie wyższe niż wydatki NFZ na ich leczenie. To uderza w całą gospodarkę
Blisko 27,5 mld zł – tyle w 2024 roku kosztowało polską gospodarkę leczenie raka piersi i chorób siatkówki (AMD i DME). Z raportów EconMed Europe wynika, że w przypadku pierwszego obszaru terapeutycznego tylko 20 proc. kosztów stanowiły wydatki z NFZ, a w drugim – zaledwie 8 proc., chociaż to właśnie na tych kosztach bezpośrednich ponoszonych przez fundusz koncentruje się uwaga. Eksperci wskazują na znaczące wydatki ponoszone przez pacjentów, ale też wiele ukrytych, pośrednich kosztów tych chorób wynikających m.in. z absencji chorobowej pacjentów i ich bliskich, obniżonej produktywności czy utraty samodzielności.
Polityka
Możliwości obronne Europy nadal niewystarczające. USA oczekują od sojuszników większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo

Stany Zjednoczone dokonują przeglądu swojej obecności wojskowej w Europie. Z jednej strony pojawiły się zapowiedzi ograniczenia liczebności sił wojskowych w Niemczech, z drugiej – wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Jak podkreśla prof. Andrew Michta, amerykański politolog, USA oczekują od europejskich sojuszników wzięcia większej odpowiedzialności za swoją obronę i inwestycji w zbrojenia. Na razie zdolności Europy odstraszania wrogów nie są wystarczające.
Ochrona środowiska
Trwa odbudowa zdegradowanych ekosystemów przyrodniczych. Od bioróżnorodności zależy ponad połowa światowej gospodarki

Globalny kryzys bioróżnorodności trwa. W najnowszym raporcie Europejska Agencja Środowiska (EEA) podaje, że 55 proc. światowego PKB zależy od usług ekosystemowych. Z kolei Światowe Forum Ekonomiczne klasyfikuje utratę bioróżnorodności i załamanie ekosystemu jako drugie co do wielkości globalne ryzyko następnych 10 lat. ONZ ustanowiła Dekadę Odtwarzania Ekosystemów, która ma zapobiec dalszej degradacji ekosystemów i ich poprawę. W działania angażują się również polskie organizacje, takie jak UNEP/GRID Warszawa.








.gif)

|
|
|