Newsy

Wraz z uchodźcami do Polski codziennie przyjeżdżają dziesiątki psów i kotów z Ukrainy. Lekarze weterynarii zapewniają im bezpłatną pomoc nie tylko na granicy

2022-03-30  |  06:05

Większość zwierząt domowych, które wraz z uciekającymi przed wojną właścicielami przekraczają granicę między Ukrainą i Polską, nie ma wymaganych dokumentów. Dlatego na przejściach granicznych, w systemie rotacyjnym, pracuje ok. 60 lekarzy weterynarii, którzy na bieżąco chipują i szczepią zwierzęta. – Te punkty na granicy są wydolne i mają wystarczającą przepustowość. Taka pomoc jest udzielana również w głębi kraju – mówi Marek Mastalerek, prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.

– Nie ma twardych danych dotyczących liczby zwierząt, które przekroczyły dotąd polsko-ukraińską granicę. Wszystko odbywa się w dużym pośpiechu, w bardzo trudnej sytuacji, więc mamy tylko dane szacunkowe. Z rozmów z Głównym Lekarzem Weterynarii, który sprawdzał to np. na dworcach, wiemy, że jeżeli pociągiem przyjeżdża ok. 600 uchodźców z Ukrainy, to mniej więcej co 10. ma ze sobą zwierzę. To jest zazwyczaj od 60 do 80 psów i kotów, rzadziej są to fretki. Łączna liczba jest ogromna i dlatego ważne jest to, żeby służby weterynaryjne, lekarze weterynarii nadążali z potrzebnymi zabiegami, czyli chipowaniem, szczepieniem przeciwko wściekliźnie, obserwacją etc. – mówi agencji Newseria Biznes lek. wet. Marek Mastalerek, prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.

Ze statystyk Straży Granicznej wynika, że od 24 lutego br. – czyli od momentu rosyjskiej napaści na Ukrainę i wybuchu wojny w tym kraju – granicę polsko-ukraińską przekroczyło już 2,34 mln uchodźców. Wielu z nich, oprócz podstawowego dobytku, zabrało ze sobą psy, koty, fretki i inne zwierzęta domowe, których nie chcieli porzucać.

– Główny Lekarz Weterynarii zareagował na to dość szybko i wydał odpowiednie instrukcje upraszczające procedury przekraczania granicy wraz ze zwierzętami towarzyszącymi – mówi Marek Mastalerek. – Pojawił się jednak problem opieki nad tymi zwierzętami, czysto lekarsko-weterynaryjnej, ponieważ one po podróży są przemęczone, bardziej wrażliwe na choroby, zranione, odwodnione, czasem mają złamane kończyny. Dlatego zaapelowaliśmy do lekarzy weterynarii, żeby przyjmowali te zwierzęta i rezygnowali z opłat lub ewentualnie pobierali symboliczne opłaty, które są tylko zwrotem kosztów. Z tego, co wiem, lekarze weterynarii zareagowali na ten apel. Niektórzy zgłaszają się w miejsca takie jak np. Dworzec Centralny czy Torwar i tam pomagają zwierzętom na miejscu albo zabierają je do zakładów leczniczych.

Jak wskazuje, tylko niewielka część właścicieli zwierząt, które przekraczają polsko-ukraińską granicę, ma ze sobą ich świadectwo zdrowia poświadczające m.in. odpowiednie szczepienia.

– Te zwierzęta przekraczają granicę na ukraińskich papierach i wszystko jest lege artis – mówi prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej. – Natomiast jest też spora grupa zwierząt towarzyszących uchodźcom, którzy nie zdążyli takich dokumentów przygotować. Z tymi zwierzętami coś trzeba zrobić, bo ważne jest przestrzeganie reżimu epizootycznego, żebyśmy nie przywlekli chorób zakaźnych do Polski czy szerzej, do Unii Europejskiej, np. ciągle groźnej wścieklizny.

Zgodnie z uproszczoną procedurą GIW właściciele, którzy przemieszczają się w czasie trwania konfliktu militarnego ze swoimi zwierzętami, nie muszą posiadać ich wyników badania serologicznego w kierunku oznaczenia miana przeciwciał przeciwko wściekliźnie. W sytuacji, gdy zwierzę nie ma mikrochipa lub nie jest zaszczepione przeciwko wściekliźnie (lub też szczepienia nie można udokumentować), urzędowy lekarz weterynarii je oznacza i szczepi.

Zwierzęta przekraczające granicę polsko-ukraińską bez dokumentów nie mają ustalonego statusu epizootycznego – to oznacza, że nie wiadomo, czy są zdrowe, chore, szczepione, czy też nie. Dlatego najpierw muszą jeszcze trafić na kwarantannę w celu wykluczenia u nich np. ewentualnych chorób zakaźnych.

– Za to wszystko płaci budżet państwa. Powiatowy lekarz weterynarii wyznacza lekarzy weterynarii wolnej praktyki wykonujących te niezbędne zabiegi. Następnie dostają oni zwrot kosztów z budżetu państwa – mówi Marek Mastalerek. – Dla tych zwierząt, które mają wędrować dalej do Europy albo Stanów Zjednoczonych, wydawane są również paszporty dla zwierząt towarzyszących. To jest jednak obwarowane dodatkowymi przepisami i koniecznością wykonania dodatkowych zabiegów, np. miareczkowania, czyli sprawdzenia poziomu przeciwciał przeciwko wściekliźnie. Tak więc ten proces trwa trochę dłużej, około 30 dni.

Na każdym przejściu granicznym z Ukrainą działają punkty, w których lekarze weterynarii znakują i szczepią zwierzęta oraz pomagają uchodźcom z Ukrainy w rozwiązaniu problemów ze zwierzętami towarzyszącymi. W systemie rotacyjnym pracuje w nich obecnie ok. 60 weterynarzy.

– Liczba lekarzy weterynarii na granicy i ich udział w pomocy zwierzętom jest wystarczający. Te punkty na przejściach granicznych są wydolne i mają wystarczającą przepustowość. Trzeba przy tym pamiętać, że taka pomoc jest udzielana również w głębi kraju, czyli właściciele zwierząt, którzy nie otrzymają pomocy na granicy, mogą liczyć na nią także później – mówi prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.

Decyzją Głównego Inspektora Weterynaryjnego wprowadzono również czasowe zwolnienie z obowiązku posiadania pozwolenia GIW na wwóz do Polski takich zwierząt jak gryzonie, króliki, płazy czy gady.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Przemysł

Przemysł nie rezygnuje z inwestycji mimo dużej niepewności. Napędzają je wysokie ceny energii

Mimo trudnej sytuacji rynkowej przedsiębiorstwa przemysłowe nie chcą wstrzymywać inwestycji. Jak wynika z raportu ABB Trends 2026/2027, blisko siedem na 10 firm planuje utrzymać lub zwiększyć nakłady. Motywacją są m.in. wysokie ceny energii, na które zwraca uwagę połowa badanych przedsiębiorstw. Jako priorytety inwestycyjne firmy wskazują efektywność energetyczną, automatyzację produkcji, sztuczną inteligencję i cyberbezpieczeństwo.

Media i PR

Dużo propozycji zmian w unijnym budżecie na kulturę i media po 2027 roku. Trwają prace nad szczegółami programu AgoraEU

W ramach prac nad wieloletnim budżetem Unii Europejskiej po 2027 roku toczą się dyskusje także nad nowym rozdaniem finansowym na kulturę, media i wolności obywatelskie. Wszystkie te obszary obejmie program AgoraEU, którego projekt analizują parlamentarne komisje ds. kultury (CULT) i wolności obywatelskich (LIBE). Uwagi europosłów dotyczą m.in. silniejszej ochrony wolności artystycznej i mediów oraz bardziej przejrzystego podziału środków między sektorami.

Bankowość

Polacy chcą inwestować, ale boją się zrobić pierwszy krok. Wielu nadal uważa, że potrzeba do tego dużych pieniędzy [DEPESZA]

Polacy chcą być zamożni, ale wielu z nich wciąż nie inwestuje swoich oszczędności. Z raportu Erste TFI „Pokolenia na rynku inwestycji” wynika, że blisko co czwarty nieinwestujący deklaruje, że chciałby wejść na rynek inwestycyjny. 35 proc. nie wie jednak, od czego zacząć. Głównymi barierami są także obawy przed utratą pieniędzy i oszustwem oraz przekonanie, że do inwestowania potrzebny jest duży kapitał.

Partner serwisu

Instytut Monitorowania Mediów